czwartek, sierpień 22, 2019
0
0
0
s2sdefault

Ten nieco zapomniany pisarz, wydawca, działacz polityczny i społeczny jest przykładem człowieka, który w swoim życiu przeszedł ewolucję od romantycznego szlachcica o staropolskich korzeniach do pozytywisty pracującego wytrwale na rzecz rozwoju galicyjskich miast i wsi. Jako pierwszy też barwnie i wnikliwie opisał Proszówki - podbocheńską wieś, w której się urodził  6 grudnia 1805 r.

Szlachcic, powstaniec, emigrant

Walery WielogłowskiBył synem Ignacego Wielogłowskiego herbu Starykoń i Marii, także z Wielogłowskich (stąd musiała dostać dyspensę papieską na małżeństwo z kuzynem). Nadano mu drugie imię – Mikołaj, na cześć świętego, w którego dniu przyszedł na świat, oraz imię trzecie – Napoleon, na wzór wielu ówczesnych rodzin ziemiańskich, jako wyraz nadziei patriotycznych i niepodległościowych. Chrzest odbył się w kościele pod wezwaniem św. Joachima w pobliskich Krzyżanowicach i był sprawowany przez ks. Ambrożego Żabińskiego. Znani są rodzice chrzestni –Teresa i Pasparus Wielogłowscy oraz Teofila i Michał Podkowscy z Młodzian.

Wychowywał się w dworze swojej babki - Józefy z Badenich Wielogłowskiej, która po śmierci męża Józefa otrzymała w spadku dwór i majątek w Proszówkach. W Proszówkach przebywał do 1814 r., a następnie wyjechał na naukę do Krakowa. Jak pisze w swoich wspomnieniach – jego łzawą scenę pożegnania z babką, namalował znany malarz Józef Lompi, lecz obraz ten spłonął podczas pożaru Krakowa w lipcu 1850 r.

Po ukończeniu gimnazjum, rozpoczął studia na Uniwersytecie, których jednak nie ukończył ze względu na konieczność zajęcia się rodzinnym majątkiem w Zborowie, w powiecie wiślickim.

W latach 1830-1831 brał udział w powstaniu listopadowym, służbę w szeregach powstańczych kończąc jako major Wojska Polskiego. Za swoją odwagę i dzielną postawę został odznaczony krzyżem Virtuti Militari.

Po upadku powstania rozpoczął działalność konspiracyjną w Stowarzyszeniu Ludu Polskiego. W obawie przed aresztowaniem zbiegł w 1836 r. do Francji, gdzie przebywał do 1848 r. Działał w Towarzystwie Demokratycznym Polskim, utrzymywał kontakt z wieloma działaczami politycznymi i pisarzami, m.in. z Adamem Mickiewiczem. Także i on nie oparł się modnej w środowisku emigracyjnym towiańszczyźnie, a później hasłom panslawizmu.

Pisarz, księgarz, krzewiciel pracy organicznej

Powrócił z emigracji do Krakowa i tu w następnym roku założył bardzo cenioną Księgarnię i Wydawnictwo Dzieł Katolickich Naukowych i Rolniczych. Funkcjonowała ona najpierw w Rynku pod nr 15, a następnie na rogu ulic św. Anny i Wiślnej (nie istniejący dzisiaj budynek Mycielskich). Profil księgarni i wydawnictwa odpowiadał zainteresowaniom mieszkańców miasta i wsi. Wielogłowski napisał szereg książek o tematyce popularnej, m.in. „Dom mojej babki”, „Komornica czyli tajemnice życia wiejskiego”, „Emigracja polska wobec Boga i narodu”, „O potrzebie banków rolniczych”, „Kraków sprzed czterdziestu laty”, „Obrazki z obyczajów domownictwa wiejskiego”, „Społeczeństwo dzisiejsze w obrazach” i inne. Wydawał też dzieła znanych pisarzy polskich i obcych, a prócz tego kalendarze i czasopisma. Nakłady swe sprzedawał po bardzo niskich cenach, najczęściej za pośrednictwem agentów. Trafiał ze swymi wydawnictwami do wszystkich zaborów. W firmie zorganizował coś na kształt saloniku literackiego, do którego wstęp mieli i mieszkańcy Krakowa, i chłopi przybyli nieraz z dalekich stron, tak po książki, jak też i po porady, których chętnie Wielogłowski im udzielał. W latach 60. wydawał pismo Ognisko, w którym jako antidotum na desperackie zrywy powstańcze propagował pracę organiczną („bo Polskę nie wykonspirować, ale wypracować trzeba”).

Oprócz działalności wydawniczej i księgarskiej Wielogłowski poświęcił się działalności politycznej i kulturalnej. Był m.in. posłem na Sejm Krajowy we Lwowie, członkiem rady miasta Krakowa, współzałożycielem "Wód Mineralnych", Towarzystwa Sztuk Pięknych w Krakowie oraz szkoły rolniczej w Czernichowie.

Proszówki 200 lat temu

Dom mojej babki Waleriana Wielogłowskiego zawiera ciekawy opis Proszówek z I poł. XIX w.

Dla mieszkańców ziemi bocheńskiej szczególnie cenna jest jedna z książek Wielogłowskiego pt. „Dom mojej babki”, wydana w serii „Zwiady świata i ludzi” w 1856 r. W swoich obszernych wspomnieniach z dzieciństwa, autor interesująco opisuje Proszówki, a zwłaszcza tamtejszy dwór (na miejscu którego stoi obecnie dwór Reubenbauerów z początku XX w.) Był to właściwie cały kompleks dworski, złożony nie tylko z dużego, drewnianego domu o staropolskim jeszcze rodowodzie, ale też z wielu budynków gospodarczych. Widoczny on jest na najstarszych mapach austriackich z końca XVIII wieku i lat 60. XIX w. Za dziedzińcem ze studnią, stała obszerna oficyna, służąca wielu celom: jako siedziba władzy mandatarialnej, mieszkanie sędziego, kucharza, kuchcika, karbowego i dziewek dworskich, a także jako kuchnia i piekarnia. Naprzeciw oficyn dworskich, znajdowały się stajnie, wozownie, stodoły, spichlerz, browar i gorzelnia. Wśród zabudowań dworskich stała też kaplica z sygnaturką i dzwonkiem „ośmioboczna, naprzeciwko okien pokoju bawialnego zbudowana”. Służyła on kapelanowi dworskiemu do odprawiania mszy świętej, modlitwy na Anioł Pański, a także co piątek do rozdawania ubogim ze wsi jałmużny.

W otoczeniu dworu nie brakowało zieleni. Opisuje więc dość szczegółowo sad zwany winnicą oraz ogród pełen ziół i kwiatów. W środku ogrodu była altana, gdzie latem domownicy i ich goście chętnie siadali do posiłku, wypicia filiżanki kawy czy też gawęd przy fajce o gospodarce i polityce.

Bo też  trzeba powiedzieć, że Walery Wielogłowski wychowywał się w Proszówkach w dość szczególnej atmosferze. Właścicielka starała się tu zachować zwyczaje i kulturę szlachecką wyniesioną z domu rodzinnego. Była to tradycja kultywująca życie rodzinne, sąsiedzkie i starodawną gościnność. Dom Wielogłowskich posiadał liczne koligacje rodzinne wśród szlachty galicyjskiej, przede wszystkim: Badenich,, Popielów, Gostkowskich. Przyjeżdżały tutaj dzieci i wnuki, przebywali bliscy i dalsi krewni. Hucznie obchodzono wszelkie uroczystości rodzinne, w czasie których ucztowano, opowiadano dykteryjki, anegdoty i debatowano o polityce. Wspominano lata konfederacji barskiej, powstanie pod wodzą Tadeusza Kościuszki i czasy Legionów. Wszakże w Pierzchowcu niedaleko od Proszówek, w okolicach Bochni, mieściło się gniazdo rodzinne wodza Legionów Polskich – gen. Jana Henryka Dąbrowskiego. Właścicielka Proszówek przyjaźniła się również z ksienią sióstr benedyktynek w Staniątkach, gdzie tamtejszy klasztor posiadał kiedyś na ziemi bocheńskiej kilka folwarków i wsi.

Raba – rzeka rozkoszna i psotna

Proszowki na austriackiej mapie z 1779 r.Szczególnie dużo miejsca Wielogłowski poświęcił w swoich wspomnieniach przepływającej niedaleko rzece Rabie. Nazywa ją „rzeką rozkosznicą”, która na jego chrzest dostarczyła wody. Jak twierdzi – mieszkaniec Proszówek lubi tę rzekę psotnicę i tęskniłby za nią, gdyby zmieniwszy koryto, oddaliła się od jego pola.

Ale Raba potrafiła pokazać też swe niszczycielskie oblicze w czasie katastrofalnych powodzi. W roku 1813  Wielogłowski był świadkiem dramatycznych wydarzeń, które spadły na okolice Proszówek.:

Raba wezbrana strumieniami z gór płynącymi, a wstrzymana przy ujściu w Wisłę, szeroko i wysoko rozlała się na przestrzeni kilkumilowej. Proszówki całe były pod wodą, a drzewa przy starem Rabisku wierzchołkami tylko sterczały ponad powierzchnią fali. Domy we wsi, aż po strzechę zapełnione wodą, wypowiedziały przytułek mieszkańcom, którzy chroniąc się na strychy i kalenice wołali żałośnie o ratunek. Widziano ojców i matki unoszące dzieci z zalanych domów, ale za późno [...]. Tonęły więc te ofiary w chwili, kiedy już bezpieczniejszych miały dosięgnąć brzegów [...] Dwór na bocznem wzgórzu zbudowany [...] Kto przeto mógł, do dworu się chronił. - Filaczyński i Boratyński (oficjaliści dworscy – przyp. J. P.), pragnąc jak najwięcej ludzi wyratować, sporządzili z drzew tratwy; koryta poprzerabiali na łodzie, bramy i drzwi zestawili w przewozowe statki, a uzbrojeni w osęki, puszczali się na to szerokie morze rwącej powodzi i dopływając do domów, zbierali pogrążonych już w rozpaczy mieszkańców. Ta wyprawa udawała się im szczęśliwie, bo za każdą razą zwozili rodziny, które bez tego ratunku padłyby ofiarą dopuszczonej plagi Bożej[...].

Dwór w Proszówkach stał się ostatnią deską ratunku dla mieszkańców wsi, ale i tu woda wdarła się do oficyny i kuchni dworskiej. Wspomniany wcześniej Boratyński, bohatersko ratując rodzinę przed zalaniem wodą, sam poniósł śmierć.  

O samej wsi Proszówki autor nie wiele pisze, podkreślając jedynie jej piękno i naturalny, nieprzekształcony przez człowieka krajobraz. Wspomina natomiast pobliskie Krzyżanowice, a w szczególności tamtejszy kościół parafialny, który kilkanaście lat wcześniej przeniesiono z klasztoru bernardynów w Bochni. Ówczesny proboszcz krzyżanowicki ksiądz Ambroży Żabieński, był zresztą zaprzyjaźniony z jego ojcem i z racji tego często odwiedzał proszowski dwór. Wielogłowski często wspominał swoje wędrówki po pobliskiej Puszczy Niepołomickiej, zabawy nad brzegiem Raby i kąpiele w starym korycie rzeki nazywanej Rabiskiem.

Walery Wielogłowski zmarł w Krakowie 11 lipca 1865 r. Pochowany został na Cmentarzu Rakowickim w kwaterze 16. Dziś jego imię nosi jedna z ulic Proszówek. Szerzej o życiu i działalności tej nieprzeciętnej postaci pisze Jerzy Kuzicki w swojej monografii pt. Orężem i pracą. Zycie i działalność Walerego Wielogłowskiego (1805-1865), wydanej jako tom 19 serii „Galicja i jej dziedzictwo” w 2005 r.