poniedziałek, październik 21, 2019
0
0
0
s2sdefault

Przedstawiamy artykuł prasowy o kaplicy Matki Bożej Anielskiej na Murowiance, jaki się ukazał w dwóch numerach galicyjskiej gazety "Prawda" w 1896 r. W przystępny sposób opisuje historię powstania kaplicy oraz szybko rozwijający się pod koniec XIX wieku kult maryjny  na Murowiance. Pokazuje również, jakim "klimatycznym" miejscem było otoczenie kaplicy na czele ze słynnym źródełkiem.

Zachowano oryginalną pisownię autora. Tekst opracowany przez T. Drabanta.

Prawie w połowie drogi między Krakowem a Tarnowem, tuż obok kolei żelaznej, a w pobliżu rzeki Raby, leży stare miasto górnicze Bochnia. Najwspanialszą ozdobą tego miasta jest niezaprzeczenie poważny kościół farny w gotycko- bizantyjskim stylu, założony przez św. Kunegundę w 1253 roku. Z dawniejszych kościołów pozostał on tylko jeden. Dawniej był tutaj kościół i klasztor OO . Dominikanów, założony ze składek obywateli Bochni w roku 1375. Słynął cudownym obrazem Matki Boskiej, który po zniesieniu klasztoru w r. 1777 do kościoła parafialnego przeniesiono, gdzie dotychczas pozostaje. Dalej były tu kościoły : św. Urbana, Macieja, Leonarda w 1529 założony, a po roku 1773, w którym jeszcze istniał , zniesiony, jako kościół OO. Bernardynów, około 1788 roku suprymowany. Na tem miejscu stoi obecnie gimanazyum, a opodal wznoszą się zabudowania klasztorne w którym mieściło się gimnazyum aż do wybudowania teraźniejszego budynku szkolnego. Na południe od miasta , o 1 kilometer drogi, widać na wzgórzach, zwanych Rozbornią niegdyś Rozbójnią, wieś Wójtostwo. Dalej na wschód od niej, w uroczej okolicy , pomiędzy wzgórzami i polami ornemi w dolinie na niewielkiej wyniosłości wznosi się dzisiaj piękna kaplica Matki Boskiej. Według podania miał na tem miejscu w bardzo dawnych czasach stać kościół Panny Maryi, który podobno Szwedzi w 1702 roku złupili i rozwalili. Lud pobożny nazwał te mury rozwalone „Murowianką” i nazwa ta dlatego miejsca do dziś dnia się utrzymała. W ziemi mają się znajdować szczątki dawnych murów.

Po napadzie strasznych wrogów okolica posmutniała , pola spustoszały i leżały odłogiem, to też nawet drogę w inną stronę obrócono; dopiero za czasów Józefa II. Sprowadzono niemieckich kolonistów, osadzono ich tutaj, podzielono między nich pola i tym sposobem powstała wieś Wójtostwo. Ale między ludem nie przestały krążyć legendy o tych miejscach; lud nie zapomniał o nich, nie przestał ich odwiedzać a szczególniejszym dla niego magnesem było źródło, jak kryształ czyste, między rozwalinami obficie wytryskujące. O tem źródle opowiadano sobie, że się znajduje na tem miejscu , gdzie była w kościele chrzcielnica, którą też zastępować miało. I z różnych stron do tego źródła przychodzili ludzie po wodę na rozmaite słabości , modlili się tutaj, błagali i niejednokrotnie doznawali pomocy. Mówiono także, co dzisiaj się powtarza, że św Stanisław Szczepanowski, biskup krakowski, będąc zaproszony do wsi Brzeźnicy * na akt poświęcenia tamtejszego kościoła, odbywał drogę koło tego źródła prowadzącą i przy nim dla wytchnienia odpoczywał. Inne podanie głosi, że tą samą drogą jechała z Węgier do Polski św. Kunegunda; tędy także odbywała podróż, udając się na stały pobyt do Starego Sącza.

Ze wszystkich mieszkańców Bochni, nikt do Murowianki nie miał takiego przywiązania jak rodzina Łosików, w której do dziś dnia żyje typowy staruszek Michał Łosik. Dziadek jego miał przy źródle murowiańskiem, gdy przybył raz tutaj poić konie, przedziwne widzenie, które opowiadał swoim domownikom. Od tego czasu bardzo często mówiono w tej rodzinie o Murowiance, a było to około 1830 roku. Matka Michała często mówiła do czterech swoich synów: Moje dzieci, proście też pana Jezusa i Matki Boskiej, abyście mogły doczekać tego czasu gdy w Murowiance stanie kaplica. Nam się śniło, że jest już na świecie taki człowiek , który wystawi kaplicę na źródłem w Murowiance.

Niebawem ojciec umarł ; matka synom ciągle sny swoje powtarzała, dodając: że w Murowiance stanie najpierw mała kapliczka, później większa, następnie klasztor, a król otrzyma pomoc z tego miejsca cudownego. Po jej śmierci synowie poświęcili się zawodowi górniczemu, zostali ojcami rodzin, schodzili się razem i nieraz wspominali słowa swojej matki. A ponieważ nikt się nie zgłaszał do budowy kapliczki, mówili tedy Michał razu pewnego do braci swoich: Tomasza, Wincentego i Józefa: Kto wie, czy nie nas tyczyły te słowa naszej matki? . I stanęła od razu między braćmi ugoda, iż własnemi siłami wystawią kaplicę. Otrzymawszy pozwolenie od władzy duchownej i świeckiej, rączo wzięli się do dzieła. Przychodzili im z pomocą także obywatele i mieszczanie z Bochni, a Józef Kronenberg, gospodarz z Wójtostwa, ofiarował na wieczyste czasy obszerny plac pod budowę, a gmina Wójtostwo przydała nadto kawałek ziemi na dziedziniec około kapliczki, razem w całości 354 metrów? Wszystko składało się dobrze i niebawem miała stanąć kaplica murowana, rozchodziło się tylko o obraz do ołtarza.

Właśnie w tym czasie odwiedził Michał Łosik niejakiego Stanisława Cyza, również górnika bocheńskiego i obaczył u niego nader piękną a bardzo starą figurę Matki Boskiej Anielskiej. Prosił go zatem, ażeby ją podarował do kaplicy, którą zamierza wybudować. Cyz zgodził się na to chętnie i opowiadał przytem Łosikowi historyę tej figury. Była ona pierwotnie w kościele OO Bernardynów w Bochni, lecz gdy za panowania Józefa II. kościół ten zniesiono, przechodziła z jednej rodziny do drugiej, poczem dostała się do księdza proboszcza w Krzyżanowicach. Zdarzyło się, że u niego na plebanii pracował raz krawiec nazwiskiem Gargul . Upodobawszy sobie tę figurę, prosił o jej darowanie. Ksiądz proboszcz nic nie miał przeciw temu, Gargul więc przyniósł ją do swojego domu. Po niejakim czasie atoli darował ją swemu krewnemu Łapińskiemu, ale ten nie umiał jej uszanować. Gdy się Cyz dowiedział o tem, poszedł do Łapińskiego i kupił figurę za 4 reńskie. Kazał ja odnowić i naprawić i co rok umieszczała ją na ołtarzach stawianych na Boże Ciało. Łosik złożył ją zaś na ołtarzu w kościele parafialnym, gdzie przez trzy lata zostawała. Nareszcie gdy w roku 1854 stanęła kaplica, przy której dla upiększenia otoczenia zasadzono przeszło sto sztuk drzewek rozmaitych, sprowadzono figurę Matki Boskiej Anielskiej z kościoła parafialnego w uroczystej procesyi przy odgłosie muzyki salinarnej do kaplicy murowiańskiej, gdzie ówczesny ksiądz dziekan bocheński odprawił pierwszą mszę świętą, a w czasie nabożeństwa do nader licznie zgromadzonego ludu wygłosił kazanie brat jego ks. Franciszek Gluziński. Od tego czasu nie ma dnia , ani w lecie, ani w zimie nawet, żeby pobożni ludzie nie przybywali do tego miłego miejsca z intencyami tak w słabościach, jak i nieszczęściach rozmaitych, a dotychczas niejeden doznał ulgi i pomocy. Michał Łosik spisał przy świadkach i z wiedzą duchowieństwa przeszło 50 cudów, tutaj wydarzonych, w osobnej na ten cel sporządzonej książce.

Co rok zaś końcem sierpnia przybywa procesya z kościoła z parafialnego do owej kaplicy, gdzie w skutek zezwolenia ks. biskupa tarnowskiego może odprawiać się msza święta na każde żądanie pobożnych czcicieli Matki Boskiej Anielskiej, której uroczystość przypada 2 sierpnia . A warto widzieć procesyę murowiańską! Prawie połowa ludzi z miasta bierze w niej udział , a razem z nimi idą wieśniacy z pobliskich wiosek, śpiewają litanie i nabożne pieśni, słuchają nabożeństwa , a po kazaniu znowu w procesyi udają się do kościoła farnego.

Duszą wszystkiego jest Michał Łosik. On opłaca nabożeństwa, kupuje z darów i za swoje pieniądze światło i wszystko, czego do kaplicy potrzeba. Często bywa on w kaplicy; porządkuje, naprawia, ubiera ołtarz, a w niektóre dni śpiewa tu z ludźmi pieśni, odmawia koronki i pacierze, i co może zbiera na utrzymanie kaplicy. Pomimo, że bracia pomarli , ciągle marzył o tem, ażeby dla większej chwały Najświętszej Panny i wygody Jej czcicieli mógł do istniejącej kaplicy dostawić nawę. Modląc się, nie stracił nadziei i przecie w roku 1892 uskutecznił swój zamiar, bo dostawił nawę ,mającą 7 metrów długości 7 metrów szerokości, a 6 wysokości. Po bokach wystawił dwa ołtarze, nad drzwiami ustawił chór pod organy, bo ludzie dobrowolnie dopomagali mu w jego przedsięwzięciu i nie ustają i teraz. Nadto otrzymał legat na 100 złr. na dalsze utrzymanie kaplicy. Pieniądze złożono w bocheńskiej kasie oszczędności, a książeczkę od tej kwoty oddano ks. proboszczowi, Franciszkowi Lipińskiemu do przechowania. Organy staną niezadługo, a przy nich może być celka; będą także aparaty, gdyż na nie jest gotowy fundusz. Pan Franciszek Kowacz z Zakliczyna ofiarował na wieżę koronę grubo złoconą, krzyż, blachę na pokrycie wieży. Około kaplicy zasadzono w r.1891 trzydzieści sztuk, a w r. 1892 sto dwadzieścia sztuk różnego gatunku drzew dla ozdoby. Oprócz miejsca pod kaplicą wynosi obszar ziemi do niej należący ¼ korca wysiewu, to też można by tu zasadzić ogród ,a w razie potrzeby dokupić pola. Wspomniane na początku źródło tworzy obecnie cembrowaną studnię, przy której jest umocowana blaszana kwarta do picia wody, jakiej z pewnością daleko i szeroko szukaćby trzeba. Od tej studni spada woda do 6 m . w dół rynnami. Na dola zaś urządzono żelazne pompy i dosyć silny wodotrysk.

Miejsce to posiada zatem wielki urok dla mieszkańców Bochni. Michał Łosik liczy dzisiaj prawie 80 lat wieku. Nie pragnie obecnie niczego, jak tylko, ażeby doczekał tej upragnionej chwili, iżby jaka osoba złożyła fundusz na utrzymanie księdza przy tej kaplicy, albo żeby jaki ksiądz, który ma swoje utrzymanie, mógł tutaj osiąść i wystawić sobie domek , albo wreszcie , jeżeliby się to nie udało, żeby jakie zgromadzenie zakonne zechciało mieć tutaj siedzibę , a w takim razie Łosik oddałby wszystko w posiadanie, mając tylko wewnętrzne zadowolenie, iż przyczynił się do szerzenia chwały Bożej i w dalszych latach. Oby mu tylko Bóg pobłogosławił i Najświętsza Panna Anielska i dał natchnienie jakim osobom, któreby się chciały poświęcić dla dobra kraju, swoich bliźnich i narodu polskiego.

Józef z Bochni

*)Wieś ta niespełna o milę odległości za Bochnią w stronie południowo-wschodniej położona. Jak świadczą dowody kościelne, już przed rokiem 1238 miała drewniany kościół, który według podania św. Stanisław poświęcił. Do roku 1539 był przy nim wikary, a od tego czasu po dziś dzień pełni pełni obowiązki pleban. Teraźniejszy kościół wystawiono 1632 r. Nieopodal za nim na wzgórzu, wśród Krzkowski jest kaplica mszalna pod wezwaniem św. Stanisława. Legenda mówi, że na tem miejscu miał ten święty noc spędzić, albowiem we wsi nie przyjęto go na nocleg. Za to na wieś padła klątwa, iż żaden z jej synów nie zostanie księdzem. Czy to się ziściło nie wiem, ale to mi wiadomo, że chciano przebłagać św. Męczennika, bo na krzyżach przydrożnych umieszczono modlitwy, które czytałem już w młodości mojej, n.p.: Święty Stanisławie, Tys u Boga w sławie, Biskupie krakowski, módl się za lud polski. Również bywało, że kto pierwszy raz przybył do Brzeźnicy, musiał na kolanach odbyć drogę od kaplicy św. Stanisława do kościoła. Sam byłem tego naocznym świadkiem. A działo się to skutkiem wiszącej klątwy nad Brzeźnicą na przebłaganie. W nowszych czasach powstała w tej wsi szkoła jednoklasowa. A Bóg raczy wiedzieć, czy który z jej uczniów doprowadzi do stanu kapłańskiego.

 

Źródło gazeta „Prawda” nr 30 z 11 października i 32 z 21 października 1896  Opracował i przesłał Tadeusz Drabant