0
0
0
s2sdefault
Nieistniejący dwór w Bieńkowicach. Fot. P. Gryglaszewski, http://polskawies-przemijanie.republika.pl/

Niedaleko od Bochni, w Bieńkowicach nad Rabą, znajdował się szlachecki dwór, jeden z ostatnich w naszym regionie. Wskutek wieloletnich zaniedbań jego stan na początku XXI w. był tak zły, że konieczne stała się rozbiórka budowli zagrażającej bezpieczeństwu ludzi. Na szczęście nowi właściciele rozpoczęli rekonstrukcję dworu, w którym przed kilkudziesięciu laty nieszczęśliwa miłość właściciela majątku zakończyła się w tragiczny sposób.

Krótka historia Bieńkowic

Same Bieńkowice to dziś niewielka wieś w gminie Drwinia, położona na lewym brzegu Raby, wśród płaskich, urodzajnych pól uprawnych, na których oprócz zbóż i ziemniaków, uprawia się dużo kukurydzy i fasoli tyczkowej zwanej "jaśkiem". Wieś pierwotnie nazywała się Benedyktowicze i założona została w drugiej połowie XIV w. (pierwsza wzmianka źródłowa z 1394 r.). Przez dłuższy czas pozostawała własnością królewską ( w XVI w. przez kilkanaście lat należała do dóbr królowej Bony), ale już od końca XV w. dzierżawili ją lub brali w zastaw za długi królewskie przedstawiciele różnych rodów szlacheckich, m.in. Bonerów, Zamojskich, Tęgoborskich i innych.

Fotografia rodziny Jasińskich z Bieńkowic. Pierwszy z prawej - Zbigniew Jasiński, tragiczny właściciel dworu do 1937 r. Fot. ze zbiorów Z. BachmińskiegoNa początku XIX w. dziedzicem Bieńkowic był Onufry Sobolewski, a po nim - Stanisław Baczyński i rodzina Kowalskich. W 1872 roku majątek szlachecki przeszedł w ręce Sylwestra i Anieli Jasińskich, którzy ostatecznie stali się jedynymi dziedzicami całych Bieńkowic. W 1900 roku darowali oni wieś synowi Ludwikowi. Jego spadkobierca, Zbigniew Jasiński, w 1937 roku znaczną część majątku sprzedał okolicznym chłopom. Ostatnimi dziedzicami w Bieńkowicach byli: Tadeusz Jasiński, jego żona Janina i siostra Helena Jasińska. W grudniu 1946 roku zostali wywłaszczeni na podstawie dekretu o reformie rolnej.

Straszny dwór

Północna część dworu z resztką dawnego portyku. Stan z 2006 r.To właśnie z rodziną Jasińskich wiąże się historia obecnego dworu w Bieńkowicach, który ze względu na stan zachowania jak i wydarzenia, które miały w nim miejsc, można nazwać "strasznym dworem". 18 sierpnia 1937 we dworze zastrzelił się Zbigniew Jasiński, ówczesny posesor i gospodarz majątku. W chwili śmieci miał 27 lat i od kilku lat borykał się z różnymi przeciwnościami losu. Niewykształcony, z niedowładem lewej ręki, gospodarzył w Bieńkowicach wspólnie z matką. Trudności gospodarcze i deszczowy, nieurodzajny rok, spowodowały, że pieniędzy we dworze brakowało nie tylko na zabawy i wizyty, ale nawet na opłacanie robotników rolnych. Do tego doszła nieszczęśliwa miłość do jednej z dziewczyn we wsi - Henryki Kordkównej. Matka Zbigniewa, Joanna Jasińska z Sokołowskich, nie pozwalała synowi nawet myśleć o ślubie z chłopką. Ponoć miała powiedzieć, że wolałaby syna zobaczyć w trumnie, niż na ślubnym kobiercu z "dziadówką". Była dumna, a ludziom ze wsi najchętniej podawała rękę do pocałowania.

Gdy pani dziedziczka właśnie wyjechała do Lwowa, zgnębiony przeciwnościami Zbigniew kazał grać sobie - podobno - jakąś pieśń kościelną, a sam w drugim pokoju przestrzelił sobie głowę z pistoletu. Pogrzeb sprawił mu cerekiewski proboszcz Jan Złotnicki. Urodziwa Henia wyjechała do Krakowa i tam zmarła w starości. Dwór po śmierci Zbigniewa zaczęły nawiedzać złe moce. Nocami tłukły się szkła, przestawiały meble, widywano leżącego psa, a miejscowy kowal zobaczył tam nocą postać panicza. Egzorcyzmy odprawiał najpierw ks. Złotnicki, ale gdy okazały się nieskuteczne, sam biskup - przy okazji wizytacji parafii - dwór poświęcił. Dopiero po tym straszyć przestało.

Dwór, ruina, rekonstrukcja

W 2006 r. dwór był już ruiną, która groziła zawaleniemDwór, w którym miały miejsce opisane wydarzenia, leży na skraju wsi, po lewej stronie drogi biegnącej z Mikluszowic do Niedar. Zbudowany został w 1844 r. na miejscu dworu siedemnastowiecznego. Jest to obiekt drewniany o otynkowanych i pobielonych ścianach ustawionych na kamiennym fundamencie, parterowy, ale częściowo podpiwniczony, nakryty czterospadowym dachem. Wzniesiony na rzucie wydłużonego prostokąta ma dwutraktowy układ wnętrz z sienią na głównej osi. Od strony północnej - a więc dość nietypowo - dwór miał wgłębny portyk o czterech drewnianych słupach, przed którym niegdyś znajdował się podjazd otaczający owalny gazon z półtorawiekowym wiązem pośrodku. Należy też dodać, że w skład zespołu dworsko – parkowego wchodzi aleja grabów, którą dojeżdżano do dworu od strony Uścia Solnego.  Zdaniem specjalistów może ona istnieć nawet od ...400 lat! Duże wrażenie robi rosnąca po południowej stronie dworu potężna, ponad dwustuletnia lipa, będąca pomnikiem przyrody.

Ozdobą parku podworskiego jest potężna, ponad 200-letnia lipaTo bardzo smutne, ale właściwie dwór w Bieńkowicach można zaliczyć już do zabytków nieistniejących. Budynek, który jeszcze 20-30 lat temu można było uratować, na początku XXI w. był w stanie kompletnej ruiny (co widać na powyższych zdjęciach). Nieremontowany i zaniedbany przez państwowych właścicieli, uległ tak dużym zniszczeniom, że spękane ściany, i łamiący się dach groziły w każdej chwili katastrofą budowlaną. Nic więc dziwnego, że w 2011 r. nowi właściciele majątku, państwo Małgorzata i Sławomir Potrzebscy z Zielonej, podjęli decyzję o rozbiórce budynku i jego rekonstrukcji wg projektu architekta Artura Wiąka pod nadzorem konserwatora zabytków. Dzięki temu powstanie budowla nawiązująca do pierwotnej, siedemnastowiecznej formy dworu, w której pozostaną ocalałe ze starego dworu elementy (np. komin). Właściciele zapewniają, że po skończonym remoncie ich posiadłość będzie otwarta dla zainteresowanych historią dworu, a w ogrodzie będą uprawiane ekologiczne warzywa. Jest więc nadzieja, na nową, lepszą przyszłość tego pięknego miejsca...

Więcej informacji o historii i architekturze dworu w Bieńkowicach zobacz na stronie  Polska wieś - przemijanie.

Dziękuję w tym miejscu Panu Z. Bachmińskiemu z Cerekwi za udostępnione informacje i fotografie.