wtorek 20 luty 2018
0
0
0
s2sdefault
Wóz kupiecki na ulicy Sądeckiej. Muzealia 2006

Przez kilkaset lat droga z Bochni do Wiśnicza była odcinkiem ważnego traktu handlowego na Węgry. Podróżowali tędy nie tylko kupcy, ale też liczne orszaki królewskie i magnackie, czy woźnice z mozołem transportujący na Spisz bocheńską sól. Mowa oczywiście o prastarej drodze, która obecnie w dużej części pokrywa się z turystycznym szlakiem niebieskim biegnącym z Bochni do Tymbarku. Dziś jest niemal zupełnie zapomniana, choć dostarcza ładnych widoków i ciekawych refleksji historycznych. Stary trakt węgierski z Bochni do Nowego Wiśnicza najlepiej przemierzać rowerem górskim lub pieszo (około 8 km)

"Gościniec bardzo zły..."

Obecnie stara droga do Wiśnicza w przeważającej części pokryta jest asfaltem, ale pamiętać musimy, że w okresie swojej świetności była tylko ziemnym, nieutwardzonym traktem, który przypominał błotnisty wąwóz przecinający pagórkowaty teren. Nic więc dziwnego, że ciągnący tędy kupcy nierzadko grzęźli w błotnistych koleinach, a dziurawe drogi walnie przyczyniały się do uszkodzenia lub zniszczenia towarów. Warto w tym miejscu przytoczyć słowa lustratorów kontrolujących trakt węgierski w 1570 roku:

Przyjechaliśmy zasie na grunt wsi, którą zową Kurow, która wieś jest JM (Jego Mości - przyp. J.P) pana Barzego, marszałka nadwornego. Wymierzyliśmy drogę ale gościniec bardzo zły. Przyjechaliśmy potem do gruntu wsi, którą zową Wisznicze (dzisiejszy Wiśnicz Stary - przyp. J.P). Też wymierzyliśmy drogę aż do samej granice, ale gościniec bardzo zły, teraz ledwo wyjedzie, kiedy sucho a kiedy w deszcz, tedy próżno ma pomyślać. I teraz, kiedychmy jechali, tedy nam powiedzieli, iż furmany ze Spisza odjechali wozów w Bochni, a sami z końmi do domów jechali i muszą tam wozów niechać, aż się droga ku Świątkom poprawi i powiadają, że się im tak często przydawa.

wóz kupieckiŚlady po koleinach dawnego traktu widoczne były jeszcze w latach trzydziestych XX w., kiedy to oglądał je Stanisław Fischer i zauważał, że na terenie Kurowa stara droga rozszerzała się czasem nawet do 30-40 metrów. Działo się tak dlatego, gdyż woźnice z kolein wypełnionych błotem wyprowadzali swoje wozy na teren suchszy i w ten sposób rozszerzali trakt ponad miarę. Oczywiście, już w średniowieczu drogę tą starano się naprawiać, za co odpowiedzialny był celnik koronny, a w samym sąsiedztwie miasta podżupek bocheński, ale były to działania doraźne i nieskuteczne. Nasuwa się w tym miejscu smutna refleksja, że i dzisiaj sytuacja z wieloma drogami wygląda podobnie...

mapa szlaku Bochnia - WiśniczTędy też jechały transporty zboża z okolic Wiśnicza na targi bocheńskie, a także chmielu, nabiału i mięsa na rynek krakowski. Ruch handlowy na tej drodzy ożywił się po lokacji Nowego Wiśnicza w 1616 r., kiedy to nowo powstałe miasto otrzymało od króla Zygmunta III Wazy prawo składu i przymusu drogowego. Oznaczało to, że kupcy jadący z Węgier do Krakowa (i odwrotnie) mieli wystawiać Wiśniczu swe towary (wina, miedź, spiż, sukna ) oraz mogli poruszać się tylko po wyznaczonej drodze królewskiej.


Wielokrotnie bywało, że drogą tą ciągnęły królewskie orszaki Kazimierza Wielkiego, królowej Elżbiety, Ludwika Węgierskiego, Jadwigi, Warneńczyka, Jana Olbrachta czy Zygmunta Starego i królowej Bony. Ci ostatni odwiedzali w Wiśniczu marszałka Piotra Kmitę, podobnie zresztą jak Zygmunt August i Barbara Radziwiłłówna w sierpniu 1550 r. W minorowym nastroju przemierzał drogę z Krakowa przez Bochnię do Wiśnicza król Jan Kazimierz w październiku 1655 r. Uciekając przed Szwedami zatrzymał się na krótko w wiśnickim zamku, a potem udał się w dalszą drogę na Spisz i Śląsk.
Funkcjonujący przez długie wieki trakt zupełnie stracił na znaczeniu po 1785 r., kiedy to Austriacy wytyczyli nową, wygodniejszą drogę, biegnącą dzisiejszą ulicą Wiśnicką, a następnie przez Kopaliny do Nowego Wiśnicza.

Wyruszamy w drogę

Widok na miasto z ul. SądeckiejNaszą wędrówkę dawnym szlakiem węgierskim rozpoczynamy od ulicy Sądeckiej, wzmiankowanej w księgach miejskich Bochni w roku 1533, choć niewątpliwie istniała znacznie wcześniej. Tuż przed przepływającą Babicą znajdowała się Brama Sądecka i mury obronne średniowiecznego miasta. Za mostem, po prawej stronie, warto zwrócić uwagę na kaplicę pod wezwaniem św. Stanisława, zbudowana w 1901 r. przez kupca Antoniego Rojkowskiego na miejscu poprzedniej, drewnianej z XVIII w.  Dalej czeka nas strome podejście w kierunku południowym, aż dotrzemy na wschodnie ramię wzgórza Uzbornia. Warto w tym miejscu zatrzymać się - nie tylko po to by zaczerpnąć trochę powietrza po forsownym marszu pod górę - ale i po to by móc rozkoszować się przepięknymi widokami na miasto czy ciemniejącą na północy Puszczą Niepołomicką. 

Dzisiaj droga biegnie przez wiadukt nad obwodnicąPo dojściu do skrzyżowania z ulicami Widok i Dąbrowskiego udajemy się w lewo. Te skrzyżowanie dróg też ma swoją długą historię, tu bowiem odchodził odcinek traktu węgierskiego omijający Bochnię i idący południowym stokiem Uzborni w kierunku Karczmy Czerwieniec i dalej na Kolanów, Łapczycę, Chełm i Kraków. Przechodzimy przez most nad obwodnicą, skąd możemy podziwiać widoki na wschodnie i zachodnie krańce miasta.
 Dochodzimy w pobliże miejsca zwanego "Krzyżaki", którego nazwa pochodzi od krzyżujących się tu dróg - szlaku węgierskiego i drogi na Brzeźnicę i Uszew. Niegdyś w tej okolicy stała słynna karczma Zbójecka, w której wg legendy pojmano zbójnika Szyca, nękającego napadami przejeżdżających kupców. 

Ulica Kurów - widok na północUlicą Kurów kierujemy się na południe, wkraczając na tereny dawnej wsi, a od roku 1973 osiedla miasta Bochni. Pierwsze wzmianki źródłowe o Kurowie pochodzą z początku XIV w. Na przełomie XIV i XV w. właścicielami Kurowa byli Kurowscy herbu Szreniawa, potem Pileccy, aż wreszcie Kmitowie, Barzowie i Lubomirscy czyli rody władające "państwem wiśnickim" i toczące długoletnie spory o granice z władzami miasta Bochni. Po przebyciu kilkudziesięciu metrów docieramy do mostku na potoku Gróbka, który leniwie płynie z Dołuszyc w stronę Brzeźnicy, ale po intensywnych opadach deszczu potrafi przemienić się w rwącą rzekę. Następnie czeka nas około 250 metrów stromego podejścia na wzgórze w stronę centrum Kurowa. U jego szczytu warto odwrócić się by podziwiać ładne widoki na Dołuszyce, Uzbornię, ulicę Witosa i Brzeźnicę. 
Podążając za znakami niebieskimi wkraczamy do centrum wsi, która w tej części zachowała jeszcze swój rolniczy charakter. Po kilkudziesięciu metrach kończy się wygodna, asfaltowa droga, a zaczyna ziemno - kamienista wspinająca się zachodnim grzbietem góry Grabina, najwyższego wzniesienia w okolicy i świetnego punktu widokowego. Towarzyszy nam krajobraz złożony z pól, łąk i niewielkich zalesień, trzeba też nieco wytężyć wzrok aby nie zgubić szlaku niebieskiego. W tym miejscu naszej wędrówki warto pamiętać, że przebywamy na terenach, które były gęsto zasiedlone już w epoce kamienia o czym świadczą liczne znaleziska archeologiczne z ostatnich lat.

Wiśnicz coraz bliżej

Kolumna w Olchawie, z herbem fundatoraPo forsownym marszu lub podjeździe docieramy do Kopalin, wsi odnotowanej w źródłach dopiero w 1618 r. Kierujemy się za znakami niebieskimi w prawo i asfaltową drogą dochodzimy do szosy biegnącej z Bochni do Limanowej. Położony tam las jest jednym z większych kompleksów leśnych w okolicach Bochni, a w XIX stuleciu służył m.in. do egzekucji przestępców z wiśnickiego więzienia.
Po prawej stronie drogi mijamy dawny pałac rodziny Macudzińskich, dziś odremontowany i przekształcony na siedzibę prywatnej firmy. Z tego też powodu nie można go niestety bliżej oglądnąć. Po kilkudziesięciu metrach zbliżamy się do Nadleśnictwa w Kopalinach. Warto jednak wcześniej skręcić w prawo na ziemną drogę, która doprowadzi nas do XVII-wiecznej kolumny, jednej z trzech w okolicach Wiśnicza. 
Wróciwszy ta samą drogą do głównej szosy, udajemy się na wprost, a następnie zgodnie ze znakami skręcamy w lewo w stronę Starego Wiśnicza (tak jak pokazują znaki informacyjne o Hotelu Atlas). Czeka nas jeszcze kilkaset metrów drogi przez jedną z najstarszych wsi regionu bocheńskiego (notowana w źródłach od 1242 r.)
wiosna w WiśniczuTeren, po którym się poruszamy to lekko opadające w południową stronę płaskowyż, skąd możemy podziwiać panoramę wiśnickiego zamku, górującego nad nim więzienia (niegdyś klasztoru karmelitów bosych) oraz dachy domów Nowego Wiśnicza wraz z wysokim ratuszem. Przy dobrej widoczności widać wzniesienia Beskidu Wyspowego na czele z Kamionną, a czasem nawet majaczące w oddali szczyty Tatr.

Idąc w stronę zamku możemy zauważyć położone po prawej strony drogi sady owocowe ciągnące się w stronę rzeczki Leksandrówka. To właśnie w tym miejscu Piotr Kmita założył w połowie XVI wieku ogrody włoskie, które rozszerzono w czasach rządów Stanisława Lubomirskiego (I poł. XVII w.) Oprócz ogrodów wzniesiono także zagadkowy budynek zwany domus voluptaria (dom rozkoszy). Prawdopodobnie był to letni pałacyk, spełniający może również funkcję teatru dworskiego. 

Wreszcie dochodzimy do skrzyżowania naszego szlaku z drogą z Wiśnicza Starego do Nowego. Nieco dalej odchodzi jeszcze stara droga do zamku, dochodząca do niego od strony wschodniej. Do wyboru mamy więc trzy drogi: w lewo do kościoła w Starym Wiśniczu, na wprost do zamku lub w prawo do miasta Nowy Wiśnicz.  Zwiedzanie zamku i uroczego miasta kończy pierwszy etap naszej wędrówki zapomnianym, a przecież ciekawym, traktem węgierskim Bochnia - Nowy Wiśnicz.