niedziela, kwiecień 22, 2018
0
0
0
s2sdefault
Rozciąganie na łożu tortur

Acta Maleficorum Wisniciae (1629-1665) i Acta Nigra Maleficorum Wisniciae (1665-1785) to archiwalne księgi sądu kryminalnego w Nowym Wiśniczu, starannie opracowane i wydane drukiem przez profesora Wacława Uruszczaka. Obie zawierają ponad 90 bardzo ciekawych i obszernych sprawozdań z procesów karnych, zawierających teksty oskarżenia, odpowiedzi oskarżonego, zeznania świadków, zeznania oskarżonego przed i po torturach, wreszcie wyrok ze wzmianką o wykonaniu. Sesje sądowe początkowo odbywały się na zamku wiśnickim, a od początku lat 40-tych XVII w. w ratuszu miejskim.

W księdze znajdziemy sprawy o kradzieże, zabójstwa, rozbójnictwo, czary i świętokradztwo. Większość oskarżonych poddana została torturom, tj. rozciąganiu członków przy pomocy powroza i przypalaniu ogniem. Sądzeni byli poddani Lubomirskich z dóbr wiśnickich, a także pochodzący z innych dóbr szlacheckich czy królewskich - czasem wywodzący się z odległych stron (Spisz, Beskidy). Większość spraw kończyła się wyrokiem śmierci przez powieszenie, ścięcie mieczem, ćwiartowanie lub spalenie. Wyroki wykonywano na wiśnickim rynku bądź pod szubienicą na skraju miasta.

Trucicielki

posiedzenia wiśnickiego sądu odbywały się najczęściej w ratuszu, a w jego podziemiach poddawano oskarżonych torturomJedną z głośniejszych i szeroko opisanych spraw był proces o zabójstwo mężów przez otrucie prowadzony przeciwko Katarzynie Porucznicce i Elżbiecie Sieczonce (IV- V 1659 r.) Ta pierwsza, notorycznie bita i wyzywana przez swojego męża, za namową miejscowej guślarki Barbary Jewionki, postanowiła go otruć podając kilkakrotnie do piwa i zupy różnego rodzaju mikstury z robaków, grzybów i tłuczonego szkła weneckiego. Trucizna spowodowała chorobę i cierpienia Porucznika, ale nie doprowadziła do jego śmierci. Dopiero sprowadzony z Krakowa arszenik na szczury doprowadził do jego szybkiego zgonu. Za namową Poruczniczki resztę śmiertelnej trucizny podała swojemu mężowi Sieczconka. Sąd wiśnicki skazał główną inspiratorkę obu zbrodni Barbarę Jewionkę na śmierć przez spalenie na granicy wsi Królówka. Katarzynę Porucznicką skazał na obcięcie prawej ręki, a następnie na ścięcie mieczem na rynku. Ciekawy wyrok sąd wydał na Elżbietę Sieczconkę, która będąc w ciąży uniknęła śmierci, ale musiała za to w koszuli śmiertelnej klęczeć w kościele farnym w Wiśniczu, a po podniesieniu leżeć krzyżem do końca mszy. Po nabożeństwie stawała na grobie męża, wystawiając się na widok publiczny i pogardę przechodzących z kościoła mieszczan. Taką karę musiała odbyć przez trzy niedziele.

 Czary i świętokradztwo

Karta tytułowa księgi. Zbiory Archiwum Diecezjalnego w TarnowieW roku 1643 przed sądem wiśnickim miał miejsce proces, który dziś może przerażać ciemnotą i zacofaniem ludzi oskarżających i wydających wyroki. Otóż Jana Barana z Gierczyc oskarżono o czary i świętokradztwo, ponieważ gdy przyjmował komunię św. w kościele w Chełmie, zakrztusił się i upuścił sakrament na rękę. Włożył go z powrotem do ust, ale zauważyli tę sytuację uczestnicy nabożeństwa i oskarżyli Barana o czary i i celowe wypuszczenie i zabranie komunikanta. Przerażony Baran próbował popełnić samobójstwo wieszając się w stodole, ale go odratowano. Nie pomogły jednak jego wyjaśnienia, że zakrztusił się przypadkowo i nie ma nic wspólnego z praktykami czartowskimi. Sąd skazał go na okrutną karę obcięcia i spalenia prawej ręki.

przypalanie oskarżonegoSwój żywot na stosie zakończył również Maciej Gawendzik z Nieszkowic (dzisiejsze Nieszkowice Wielkie). Namówiony przez Żydówkę Samsonkę z Nowego Wiśnicza, zakradł się do kościoła parafialnego w Pogwizdowie, skąd w nocy wykradł srebrny kielich wraz z najświętszym sakramentem. Po kilku tygodniach zaniósł skradziony kielich do żydówki oczekując na zapłatę w wielkości zaledwie 3 zł. Ale i tych pieniędzy nie dostał i przestraszony zamierzał zwrócić kielich wraz z sakramentem do kościoła. Gdy jednak wrócił do Wiśnicza mąż Samsonki i zauważył w domu ów kielich, poinformował o całej sprawie starostę i hajduków zamkowych. Uwięziony Gawendzik przyznał się do winy, cały czas podkreślając winę Żydówki, która zaprzeczała jego zeznaniom. Nie wiemy jaki był los owej Żydówki, gdyż jej sprawę oddano pod jurysdykcję sądu wójtowskiego. Wyrokiem sądu z 20 września 1639 r. Gawendzik za kradzież i świętokradztwo został spalony na środku wiśnickiego rynku.

W latach 80. XVII w. kilkakrotnie sądzono kobiety oskarżone o czary. Na nieszczęsne "czarownice" najczęściej zapadały wyroki śmierci przez spalenie na stosie. Więcej na ten temat TUTAJ

Przed sądem wiśnickim kilkakrotnie sądzono grupy zbójników pojmanych w Beskidach oraz na polskim i węgierskim Spiszu. Więziono ich w więzieniu zamkowym, a następnie przesłuchiwano w obecności sądów wiśnickiego i lipnickiego. Ich łupem padały karawany kupieckie, domy zamożnych chłopów, dwory szlacheckie a nawet kościoły. Pojmanych zbójników karano bardzo okrutnie, najczęściej stosowano ćwiartowanie ciała, w niektórych przypadkach stosowano lżejszą karę napiętnowania przez obcięcie uszów. Więcej TUTAJ

Moja ci ona!

Czasem sąd wiśnicki rozpatrywał sprawy w innych miejscowościach, należących do Lubomirskich. Tak było w 1689 r. w Niepołomicach (starostą niepołomickim był Józef Karol Lubomirski), kiedy to sądzono młodą dziewczynę Teresę Kącką, oskarżoną o serię podpaleń w mieście. Chociaż część poszkodowanych wybaczyła chorej umysłowo dziewce, to jednak sąd skazał ją na ścięcie na rynku pod pręgierzem. Na mocy postanowienie starosty wiśnickiego została jednak uwolniona od kary pod warunkiem ...niezwłocznego zawarcia małżeństwa w kościele z młodzieńcem, który się za nią wstawił. Finał sprawy przypomina więc, historię Zbyszka z Bogdańca i Danusi z "Krzyżaków", z tym, że tym razem role się odwróciły. Kim był ów młodzieniec i co nim kierowało - źródła milczą.

Nie masz litości dla dzieciobójczyni i ..."nieczystej" krowy

Kara śmierci dla dzieciobójcówSzczególnie surowo sąd traktował sprawy dzieciobójstwa. Zofię Fielkówną za zabicie dziecka sąd skazał na przebicie palem na rynku pod pręgierzem. W 1777 r. oskarżoną o stracenie dziecięcia Katarzynę Szewcównę z Uszwi skazano na zakopanie żywcem i przebicie palem. Ponieważ jednak działo się to już w czasach austriackich, sąd apelacyjny we Lwowie zamienił orzeczoną w Wiśniczu karę śmierci na 2 lata więzienia w kajdanach oraz karę chłosty 25 plag wymierzaną co pół roku w tym czasie. 

Kuriozalnie zakończyła się rozpatrywana w 1784 r. sprawa Marcina Surmy oskarżonego o sodomię (fizyczne współżycie ze zwierzęciem). Sąd w Wiśniczu skazał oskarżonego na karę śmierci przez ścięcie głowy. Jednocześnie nakazano uśmiercenie krowy i spalenie jej zwłok. Wyrok ten został zmieniony przez Trybunał Apelacyjny we Lwowie na skazanie sprawcy na 3 lata robót publicznych, w czasie których miała być co pół roku wymierzona chłosta po 25 plag. Krowa zaś ma być w lesie lub w innym miejscu ustronnym uśmiercona i zakopana. Wyrok na krowie zapewne wykonano...

Bibliografia:

  • Acta Maleficorum Wisniciae. Księga złoczyńców sądu kryminalnego w Wiśniczu (1629-1665), oprac. i wyd. W. Uruszczak, Kraków 2003
  • Acta Nigra Maleficorum Wisniciae. Księga czarna złoczyńców sądu kryminalnego w Wiśniczu (1665-1785), oprac. i wyd. W. Uruszczak, Kraków 2010