środa, lipiec 17, 2019
0
0
0
s2sdefault

Spis treści

Najazd Siedmiogrodzian i Kozaków w 1657 r.   

Na mocy układu w Radnot z 6. XII.1656 r., nazywanego czasem „pierwszym rozbiorem Polski”, na początku 1657 r. w granice Polski wkroczyły wojska siedmiogrodzkie dowodzone przez księcia Jerzego Rakoczego.

Główna armia szła północnym brzegiem Wisły w stronę Krakowa, a sam Rakoczy z oddziałem 4 tysięcy żołnierzy wkroczył  do miasta z zadowoleniem witany przez Szwedów. Choć wojska siedmiogrodzkie nie maszerowały bezpośrednio przez Bochnię, to jednak towarzyszący im oddział Kozaków zaporoskich pod dowództwem pułkownika Antona Zdanowicza rozpoczął na ziemi bocheńskiej okres mordów i grabieży, czasem jeszcze gorszy w skutkach niż wcześniejsza okupacja szwedzka.

Prawdopodobnie pierwsze oddziały kozackie wkroczyły na ziemię bocheńską od północy, przeprawiając się przez Wisłę w rejonie Uścia Solnego lub Nowego Brzeska. Zajęcie Uścia Solnego przez Kozaków potwierdza późniejsza lustracja, w której stwierdzono, że w czasie ich najazdu zaginęły statuty i przywileje niektórych cechów rzemieślniczych. W sąsiedniej Cerekwi podczas napadu Węgrów i Kozaków miał spłonąć dom proboszcza oraz zabudowania wiejskie.   

Niepołomicach Kozacy dwukrotnie złupili kościół parafialny, grabiąc wiele cennych przedmiotów z jego wyposażenia. Szukali też ukrytych kościelnych kosztowności i w tym celu torturowali służbę kościelną. Piękną, bohaterską postawą wykazał się niepołomicki grabarz, Wojciech Wojtal, który, chociaż wiedział gdzie ukryto cenne naczynia ołtarzowe, nie wyjawił tego torturującym go Kozakom. Mimo odniesionej ciężkiej rany głowy, przeżył najazd i żył jeszcze 40 lat. Kilkanaście innych osób straciło życie z rąk żołnierzy Rakoczego.

Kościelnych kosztowności poszukiwali najeźdźcy także w Trzcianie, gdzie w Wielki Poniedziałek 25 marca obrabowali i spalili kościół i zabudowania klasztoru kanoników, a przebywających tam zakonników, na czele z przeorem, wymordowali. Wydarzenia te potwierdza w swoim wierszu „Klasztor wymarły” wspominany wcześniej Józef Niwicki z Kierlikówki.

Oczywiście na szlaku grabieży i gwałtów wojsk siedmiogrodzkich znalazła się również Bochnia, gdzie Kozacy mordowali mężczyzn, a kobiety i małych chłopców uprowadzili do niewoli. Wiemy też, że doszło do ponownego, bardzo dużego pożaru na rynku bocheńskim. Spłonęło aż 41 domów, a miasto wyludniało. Ponownie został zniszczony kościół parafialny, dopiero co odbudowany po pożarach z 1650 i 1655 r. Najeźdźcy zniszczyli w nim ołtarze cechowe. Splądrowane zostały też zabudowania szpitala św. Macieja, gdzie Kozacy m.in. zniszczyli w kaplicy ołtarz z murowanymi relikwiami.

Odejście Kozaków i Siedmiogrodzian na wschód oznaczało dla mieszkańców okolic Bochni koniec niszczycielskiego najazdu. Działania wojenne przeciw Szwedom przeniosły się na północ, a wojska Rakoczego zostały rozbite przez Jerzego Sebastiana Lubomirskiego. II wojna północna ostatecznie zakończyła się podpisaniem pokoju w Oliwie w 1660 r. Dla mieszkańców Bochni i okolic oznaczało to powrót do smutnej rzeczywistości powojennej.

Skutki „potopu”

Najazdy szwedzki i siedmiogrodzki przyniosły Rzeczpospolitej ogromne straty ludzkie, materialne, kulturalne i mentalne. W skali całego kraju straty demograficzne były ogromne, sięgające nawet czterech milionów obywateli Korony i Litwy. Był to wynik bezpośrednich działań wojennych lub przemarszów wojsk, ale też epidemii i pomorów, do których musiało dojść tam, gdzie przez długi czas stacjonowały żołnierskie masy.

Zniszczone, bądź zdewastowane, zostały liczne kościoły, klasztory i zamki. Badania Andrzeja Sowy wykazały, że zniszczeniu uległa 1/3 z liczby zamków znajdujących się na terenie województwa krakowskiego. W dodatku część z tych obiektów nie podniosła się ze zniszczeń i pozostała w ruinie.

Chyba najboleśniej okres potopu szwedzkiego odczuli chłopi. Narażeni na ciągłe gwałty ze strony przechodzących wojsk, szwedzkie kontrybucje i rabunki, często uciekali do lasów, w góry, zaciągali się do oddziałów powstańczych. Nierzadko po zakończeniu działań wojennych nie mieli gdzie wracać bo ich domostwa były spalone. Znaczna część gospodarstw leżała odłogiem. Brakowało rąk do pracy, narzędzi i inwentarza – bydła, koni. Leże zimowe wojsk i kontrybucje przyniosły na przykład dotkliwe straty w starostwie lipnickim, gdzie po wojnach aż 65 % łanów kmiecych było pustych. W rejonie bocheńskim takie pustki odnotowano m.in. w Królówce i Leszczynie. Nie inaczej było w innych starostwach oraz w dobrach szlacheckich i kościelnych.

W miastach takich jak: Bochnia, Nowy Wiśnicz, Lipnica Murowana, Uście Solne, widoczny był spadek liczby rzemieślników i cechów oraz kryzys w handlu. Trzeba było kilkadziesiąt lat, żeby odbudować ich dawny potencjał gospodarczy. Miarą zubożenia mieszczan są zachowane w bocheńskim archiwum testamenty i inwentarze dóbr z II połowy XVII wieku, gdzie zamiast kosztowności, pieniędzy czy drogich ubrań znajdujemy informacje o pierzynach i poduszkach, jako szczególnie wartościowych rzeczach.

Bocheńska żupa, która już przed „potopem” przeżywała kryzys, po zakończeniu działań wojennych znalazła się w jeszcze trudniejszej sytuacji. Wielu górników i zatrudnionych w żupie uciekło z miasta. Niektóre szyby i urządzenia techniczne były zaniedbane i zrujnowane – na czele z największym bocheńskim szybem „Campi”.

„Potop szwedzki” odbił się również niekorzystnie na mentalności Polaków. Lęk przed obcymi, wzrost nietolerancji religijnej, której efektem było wygnanie arian w 1658 r., wzrost ciemnoty i spotęgowanie wiary w zabobony – to tylko niektóre skutki przemian po 1655 r. Nie jest chyba przypadkiem, że zdecydowana większość procesów o czary w Bochni i Wiśniczu przypadnie właśnie na okres II poł. XVII w. i początku XVIII.

Szwedzi mają świadomość, jak olbrzymich zniszczeń dokonały ich wojska w Rzeczypospolitej w dobie II wojny północnej. W trakcie obchodów 350-lecia obrony Jasnej Góry ambasador Królestwa Szwecji w Polsce Tomas Bartelman stwierdził:

Nie wiem, czy 350 lat później można prosić o wybaczenie za cierpienia i zniszczenia, których w Polsce dokonały wojska pod dowództwem Szwedów, ale ubolewamy, gdyż spowodowane wtedy na ziemiach polskich zniszczenia były tak ogromne, iż Polacy zapamiętali je jako swoisty potop!

Zamiast jednak skupiać się na bezowocnych wysiłkach odzyskania zagrabionych dóbr, lepiej może potraktować potop szwedzki jako przestrogę sprzed 360 lat, co może stać się z krajem, w którym nie ma pieniędzy na wojsko, obywatele nie mają szacunku do władzy, a władza do obywateli, a postawy egoizmu i wygodnictwa zastępują patriotyzm i troskę o własne państwo.

 

Bibliografia:

  • Jemiołowski, Pamiętnik dzieje Polski zawierający (1648 – 1679), Warszawa 2000
  • Kochowski, Historya panowania Jana Kazimierza, wyd. E. Raczyński, Poznań 1859 r.
  • Ch. Holsten, Przygody wojenne 1651-1660, oprac. T. Wasilewski, Warszawa 1980

Artykuły i opracowania:

  • Gawęda, Bochnia i Wiśnicz w czasie „potopu”, [w:] Krakowski Rocznik Archiwalny, T. 10, Kraków 2004
  • Kobiela, Szwedzi w Wiśniczu, Wiadomości Bocheńskie, R XVI, nr 1 (69), 2006
  • Kobiela, Zakończenie „potopu szwedzkiego” i jego skutki, WB, nr 1 (72), 2006/2007
  • Kracik, Ludzie królewskich Niepołomic, Niepołomice 2008
  • Wojna polsko-szwedzka 1655-1660, red. J. Wimmer, Warszawa 1973
  • Polska w okresie drugiej wojny północnej 1655-1660, t. II, Warszawa 1957
  • Sowa, Rola zamków województwa krakowskiego w XVII wieku (do 1660 r.), Studia Historyczne, R. XX, Kraków 1977
  • Fischer, Dzieje bocheńskiej żupy solnej, Warszawa 1962
  • Fischer, Wiśnicz Nowy. Jego przeszłość, zabytki i stan dzisiejszy, Warszawa 1967
  • J. Wanat, Zakon karmelitów bosych w Polsce, Kraków 1979
  • P.S. Szlezynger, Dawny Kościół Karmelitów Bosych w Wiśniczu, Nowy Wiśnicz 2000
  • Wojciechowski,  Kościelne dzieje Bochni w czasach staropolskich, Tuchów 2003