poniedziałek, październik 21, 2019
0
0
0
s2sdefault

Spis treści

Potop szwedzki na ziemi bocheńskiej

Gdy w lecie 1655 r. wojska szwedzkie pod dowództwem Karola X Gustawa wkroczyły do Polski, nikt się chyba nie spodziewał, że w ciągu kilku miesięcy zajmą większą część ziem koronnych.  Już na przełomie września i października tego roku, "potop szwedzki" dotarł do Bochni, Wiśnicza i okolicznych miejscowości. Województwo krakowskie, które od średniowiecza nie zaznało ciężaru wielkiej wojny na swoim terenie, zostało dotkliwie zniszczone i złupione, a miary upadku dopełnił najazd Siedmiogrodzian i Kozaków. Straty w ludziach, gospodarce i obiektach kultury były tak wielkie, że czasem porównuje się je do hekatomby i zniszczeń II wojny światowej. 

 

Dwaj królowie w Bochni i Wiśniczu

Pochód wojsk szwedzkich. Obraz Józefa BrandtaPo kilku miesiącach Szwedzi byli już pod Krakowem, gdzie schronił się na krótko król Jan Kazimierz. Król obsadził Kraków załogą pod dowództwem Stefana Czarnieckiego, a sam zdecydował się na ucieczkę. Wieczorem 25 września opuścił miasto i przez Bochnię, Wiśnicz i Nowy Sącz udał się do posiadłości żywieckich, skąd miał się kierować do przebywającej w Głogówku królowej.

Wraz z nim wyruszył oddział rajtarii, magnaci oraz grupa zaufanych dworzan, która w obawie przed grabieżą zabrała ze sobą insygnia królewskie, klejnoty i archiwum koronne na tymczasowe przechowanie do zamku Lubowla na Spiszu, zarządzanego wówczas przez marszałka Jerzego Sebastiana Lubomirskiego.                                              

W Wiśniczu Jan Kazimierz spędził kilka dni. 29 września wyjechał z zamku i starym traktem węgierskim dotarł do Sącza. W ślad za królem wycofywało się w kierunku Bochni i Wiśnicza wojsko polskie.                                                        

Tymczasem, król szwedzki Karol X Gustaw zdecydował się na szybką pogoń za wojskiem koronnym, które zamierzał rozbić w jednej bitwie. Razem z rajtarią, dragonią i piechurami (ok. 4 tys. żołnierzy) wyruszył 30 września z Krakowa w stronę Bochni. Do Bochni miał go prowadzić Aleksander Pracki, towarzysz chorągwi husarskiej, który przeszedł na stronę szwedzką i namawiał do tego resztki wojska kwarcianego. Przed Wieliczką Pracki pomylił drogę i orszak królewski przypadkowo natknął się 300 osobowy oddział wojska kwarcianego. Tylko przytomność umysłu zdrajcy Prackiego uratowała Karola Gustawa przed rozpoznaniem i śmiercią. Otóż Szwedzi wraz z królem zaczęli udawać polskich furażerów, zbierających na polu sterty siana, a sam Pracki kazał polskim żołnierzom wycofać się do hetmana Lanckorońskiego. Nie wiele więc brakło, by szwedzki król wyjazd do Bochni przepłacił życiem albo niewolą, co zapewne odmieniłoby losy wojny.

Późnym popołudniem Karol Gustaw wraz z wojskiem przybył do Bochni. Miasto, pozbawione fortyfikacji i oddziałów wojska, nie broniło się. Na wieczerzę i nocleg szwedzki król zatrzymał się prawdopodobnie w zamku żupnym, jedynym obiekcie w mieście godnym przyjęcia monarchy i jego doradców. W czasie kolacji miał wychwalać Prackiego, a za uratowanie życia hojnie go wynagrodził i mianował pułkownikiem jazdy. Z Bochni król szwedzki wezwał do siebie oddziały wojsk pod dowództwem gen. Roberta Douglasa, które wcześniej wysłał pod Lanckoronę. Oddziały te miały wyruszyć na spotkanie z królem pod Wiśnicz, po drodze tocząc walki z chłopami i paląc Myślenice i Dobczyce.                 

Nazajutrz, 1 października, Szwedzi wyruszyli z zamiarem zdobycia zamku w Wiśniczu, który był ważną twierdzą w okolicy Krakowa i ze względów strategicznych musiał być przez nich opanowany.

Wiśnicki zamek i okoliczne dobra były wtedy własnością Aleksandra Michała Lubomirskiego, najstarszego syna wojewody krakowskiego Stanisława Lubomirskiego. Aleksander był osobą wykształconą, rozmiłowaną w sztuce i literaturze, nie miał jednak zdolności wojskowych jak jego brat Jerzy Sebastian. Sam zamek, przebudowany przez Stanisława w stylu „palazzo in fortezza” i otoczony wysuniętymi do przodu murowano-ziemnymi bastionami, czasy świetności miał już wtedy za sobą. Do jego obrony Lubomirski zostawił załogę złożoną z 200 piechurów z Nawojowej (klacz nawojowski położony za Sączem należał do Aleksandra Lubomirskiego) oraz grupy okolicznej szlachty.

Warownia wyposażona była w co najmniej 35 dział, część z nich pochodziła z miejscowej ludwisarni. Słabością zamku było jego położenie poniżej wzgórza gdzie zbudowano klasztor karmelitów bosych, który co prawda też był otoczony fortyfikacjami, a nawet posiadał kilka własnych dział, ale w tym dniu był w większości opuszczony i prawdopodobnie nie broniony. Zajęcie klasztoru dawało Szwedom możliwość ostrzału zamku od strony południowej. Zdaniem Andrzeja Gruszeckiego, autora cennej pracy „Bastionowe zamki w Małopolsce”, zamek mógł wytrzymać oblężenie przeciwnika, dysponującego lekkimi działami, ale nie miał szans przy ostrzale z wykorzystaniem ciężkiej artylerii, którą Szwedzi mogli ściągnąć i ustawić na wzgórzu klasztornym i dosięgnąć bezpośrednio budowlę pałacu schowaną wewnątrz murów. Przede wszystkim jednak załodze brakowało odważnego, zdeterminowanego dowódcy, a jak przypuszcza prof. T. Nowak, być może sam właściciel zamku, który wtedy schronił się w Podolińcu na Spiszu, wydał obrońcom przyzwolenie na honorową kapitulację, chcąc w ten sposób ochronić budowle zamkowe przed zniszczeniem i dewastacją. Nie wiadomo też, czy obrońcy zamku znali historię oblężenia innego zamku magnackiego – Tęczyna, gdzie za opór przeciwko rozwścieczonym Szwedom obrońcy zapłacili własnym życiem. Nic więc dziwnego, że jak pisze w swoich wspomnieniach Wespazjan Kochowski:

do nadchodzących Szwedów obrońcy kilka razy strzelili z zamkowych armat, lecz dowiedziawszy się, że sam król szwedzki osobą swoją podstąpił przestali strzelać; a król też posłał trębacza, żeby mu się poddali obiecując onym całość i bezpieczeństwo, inaczej każe szturmować. Zdali się tedy królowi szwedzkiemu, których mile przyjął, puszczając echo łaskawości po sobie.

Zamek został więc zajęty i obsadzony załogą szwedzką, a dzień później 2 października do Wiśnicza dotarły wspomniane wcześniej oddziały generała Douglasa. Połączone siły szwedzkie pod dowództwem Karola Gustaw wyruszyły pod Wojnicz, gdzie następnego dnia pokonały wojska koronne i odrzuciły je pod Tarnów.