0
0
0
s2sdefault
Jan Nepomucen Lewicki, Rzeź galicyjska

Powstanie krakowskie i rabacja galicyjska 1846 roku to dwa dramatyczne wydarzenia, które mimo upływu 170 lat przywołują u mieszkańców ziemi bocheńskiej krwawe obrazy chłopów mordujących powstańców i szlachtę, czy napadających na kościoły i duchownych. Jak to się stało, że ci którzy mieli wspomóc powstanie otwarcie przeciw niemu wystąpili z widłami, siekierami i cepami w ręku? I jaką role w tym dramacie odegrali austriaccy urzędnicy z Bochni? Spróbujmy odpowiedzieć na te pytania i pokazać przebieg tych wydarzeń w Bochni i okolicy.

W kręgu spisków i konspiracji niepodległościowych

Żeby zrozumieć przyczyny tego konfliktu, należy przypomnieć, że cyrkuł bocheński należał do najruchliwszych terenów konspiracyjnych w zaborze austriackim. Ośrodkami konspiracji były głównie dwory szlacheckie, w których mieli oparcie emisariusze i spiskowcy.

Od 1835 r. agitowali w Bocheńskiem wysłannicy Stowarzyszenia Ludu Polskiego założonego w Wolnym Mieście Krakowie. Próbowali oni uświadamiać chłopów, rzemieślników, górników i młodzież gimnazjalną i przygotowywać te grupy społeczne do zrywu niepodległościowego pod kierunkiem szlachty. Szczególnie aktywni byli pochodzący z bocheńszczyzny: uczeń gimnazjum bocheńskiego Józef Waściszakowski, student UJ Fortunat Stadnicki ze Zbydniowa i Stanisław Marynowski z Tarnawy. W bocheńskim gimnazjum zawiązało się tajne sprzysiężenie, które zostało rozbite przez władze austriackie, a w 1837 r. wydalono ze szkoły 6 uczniów.

Julian Goslar. Jego imię nosi jedna z bocheńskich ulicNajbardziej radykalni działacze Stowarzyszenia Ludu Polskiego założyli w 1837 r. nową organizację spiskową – Powszechną Konfederację Narodu Polskiego. Głównym ośrodkiem kontaktowym tej organizacji był dwór w Pierzchowcu (gdzie urodził się Jan Henryk Dąbrowski), a jego gospodarz Ludwik Kępiński pełnił rolę łącznika pomiędzy Galicją a Krakowem. Za swoją działalność spiskową został w 1840 r. aresztowany i skazany na 10 lat więzienia w Kufsteinie. Podobny los spotkał innych członków Konfederacji, których aresztowano i przesłuchiwano w Bochni i Wiśniczu, a potem skazano na długoletnie kary więzienia w austriackich twierdzach.

W latach 40. pojawili się w Bocheńskiem dwaj legendarni emisariusze Towarzystwa Demokratycznego Polskiego – Julian Maciej Goslar i Edward Dembowski. W 1843 r. Goslar zawiązał w Bochni komitet rewolucyjny, który przeprowadzał agitację wśród uczniów, rzemieślników a nawet żołnierzy austriackich. Spisek należał do najlepiej zorganizowanych w Galicji. Spiskowcy używali własnego szyfru, posiadali punkty kontaktowe, zbierali datki finansowe na przyszłe powstanie. Szczególną rolę w tworzeniu tej konspiracji odegrał dwór w Gorzkowie k. Wieliczki, gdzie spotykali się  najważniejsi emisariusze i działacze organizacji: Goslar, Dembowski, Mazurkiewicz i Heltman. W samej Bochni miejscem spotkań konspiratorów była położona przy rynku gospoda „Pod złotą gwiazdą”. Spotykali się w niej należący do spisku górnicy, rzemieślnicy, kupcy, inteligencja, żołnierze garnizonu austriackiego. Jesienią 1845 r. wskutek zdrady (złamanie tajemnicy spowiedzi przez ks. Owsińskiego, proboszcza z Królówki) spisek bocheński został rozbity i podobnie jak to było wcześniej posypały się kolejne wyroki ciężkiego więzienia dla jego uczestników.

Wieś, dwór, cyrkuł – przed wybuchem „krwawych dni”

Carl Bernd, Litografia z widokiem Bochni przed 1846 r.W lutym 1846 r., kiedy trwały ostatnie przygotowania do powstania zwanego w historii krakowskim, władze austriackie prowadził własną grę polityczną, która polegała na podburzaniu chłopów przeciwko powstańcom. Szczególną rolę w przygotowaniu wystąpień chłopskich przeciwko szlachcie odegrali starosta tarnowski Joseph Breinl i bocheński Carl Bernd. Bernd, który zresztą miał pewne zasługi dla rozwoju Bochni (założenie pierwszego szpitala czy opracowanie litografii z widokiem miasta), okazał się człowiekiem fałszywym i okrutnym. Nasyłał bandy chłopskie na podbocheńskie dwory, chociaż dotąd utrzymywał ze szlachtą polską dobre stosunki, często na przykład uczestnicząc w weselach, chrzcinach czy spotkaniach towarzyskich. Urzędnicy austriaccy tłumaczyli chłopom, że powstańcy uderzą na nich i ich wymordują, dlatego chłopi powinni uprzedzić te działania i wystąpić przeciw znienawidzonym dworom.Austriaccy żołnierze skupują od galicyjskich chłopów głowy wymordowanych panów informował podpis pod tym francuskim stalorytem z XIX w. obrazującym rzeź w Galicji. Obiecywano wypłatę wynagrodzenia dla żywych bądź martwych „panów”, których chłopi mieli przywieźć do siedziby cyrkułu w Bochni. Pojawiały się też głosy, że chłopi nie będą potem odrabiać pańszczyzny, którą zresztą „dobry cysorz” w Wiedniu już dawno zniósł, tylko panowie szlachta tego faktu nie ujawniają. Ciemny chłop, którego przed 1846 r. nie oszczędzały klęski żywiołowe, epidemie chorób i głód, uwierzył w te bujdy. Niejeden też dziedzic swoją bezwzględnością, wyzyskiem i arogancją prowokował bunt poddanych.  I choć, jak wspomnieliśmy wcześniej, organizacje spiskowe próbowały poprawiać los chłopów i wciągnąć ich w krąg walki o wyzwolenie, to jednak były to działania, które nie mogły wtedy jeszcze dać wymiernego efektu. Jak wielki był podział i jak mała świadomość narodowa na wsi, niech świadczy fakt, że w wielu wioskach w okolicach Bochni przestraszeni chłopi podawali wieści o nadciągających Polakach (!), którzy będą mordować chłopów… Dla dodania odwagi raczyli się wódką, a wielu miejscowych Żydów zachęcało ich do sprzedaży łupów z pańskich dworów.

Pierwsze napady i rabunki (stąd nazwa „rabacja” od niemieckiego rauben – rabować) rozpoczęły się w cyrkule tarnowskim 19 lutego, a ich symbolem stał się Jakub Szela ze Smarzowej. Nie inaczej było na terenie bocheńszczyzny.


Rabacja w cyrkule bocheńskim

Rabacja 1846. Obraz Jana Lorenowicza w dworze w DołędzeW pierwszej kolejności ofiarą rozszalałych, często pijanych band chłopskich, padły dwory znane z wcześniejszej działalności spiskowej. W Nieznanowicach zamordowano brata Ludwika Kępińskiego – Henryka i jego brzemienną żonę Stefanię, której przecięto brzuch kosą, gdy chciała zasłonić męża. W Grodkowicach chłopi siekierami zabili Marcina Żeleńskiego, dawnego powstańca listopadowego. Po okrutnych torturach zabito Benedykta Marynowskiego z Tarnawy, ojca wspomnianego wcześniej Stanisława. Podobny los spotkał rodziny ziemiańskie Dydyńskich z Boczowa i Wesołowskich z Rdzawy. Wymordowano również rodzinę Rydlów ze Strzelc Małych. W Łapanowie chłopi nie darowali życia Karolowi Schlosserowi – odznaczonemu krzyżem Virtuti Militari za udział w powstaniu listopadowym. Ponoć jego order został zrabowany przez jednego z chłopów i przywieziony do cyrkułu w Bochni. Tam za 40 zł. reńskich odkupił go współpracownik Bernda, komisarz Wangerman i drwił, że ozdobi się w nim w dniu sądu ostatecznego.

Bandy chłopskie siały postrach również w parafii Trzciana i Żegocina, choć w samych tych miejscowościach chłopi nie wzięli udziału w rabunkach, a nawet jak to było w Trzcianie i Leszczynie bronili majątku przed grupami włościan z innych wsi. Zrabowane i spustoszone zostały za to majątki ziemskie w Kamionnej, Rdzawie, Ujeździe i Łąkcie Dolnej i Górnej. W tej ostatniej z życiem uszła rodzina Kadłubowskich, która szczęśliwie schroniła się w pobliskim Wiśniczu. Jak wspominała w swoim dzienniku Helena Kadłubowska:

Zaraz na drugi dzień po naszej ucieczce z własnego domu właśni poddani zupełnie nas zrabowali, tak że nawet piece poburzyli i żelazo z nich powyjmowali, książkami zaś, których było bardzo wiele, zrobili sobie drogę do browaru, gdyż wtenczas było błoto. Pierwej jednak nim zrabowali, stoczyli bitwę z chłopami z innej wsi, którzy chcieli także zrabować. Kiedy się już wszystko uspokoiło, pojechała mama do Łąkty, ale niestety nic nie zastała, co nie zrabowali, na kawałki potłukli, jak np. meble, porcelanę, szkło itp., nawet żadnej szyby w oknie nie było; srebra, które przed rabunkiem matka zakopała, zostały w całości, odkopawszy więc je, w wielkim sekrecie i tylko w obecności służącej, przywiozła je do Wiśnicza

Budynek starostwa bocheńskiego. Do tego gmachu przywożono pojmanych i pobitych przedstawicieli rodzin szlacheckich z okolic BochniDzięki zdecydowanej postawie proboszcza i  pomocy parafian ocalał kościół i plebania w Żegocinie, zagrożony m.in. przez chłopów z pobliskiego Rajbrota. Za to z samej Żegociny miała pochodzić niejaka Draganka, która stanęła na czele zgrai rabusiów i na koniu, z fajką w zębach, rabowała  w okolicach Zakliczyna.  

Gromady chłopów z Gnojnika i Uszwi zaatakowały też dwór i plebanię w Chronowie, a przed rabunkiem Lipnicy Murowanej powstrzymali ich mieszczanie i służba porządkowa (Landwach) na czele z komisarzem Brüllem. W czasie starć w Gosprzydowej miało zginąć dwóch chłopów, których zawieziono razem z rannymi do Wiśnicza. W czasie potyczki z chłopami na terenie Lipnicy Dolnej zabity został ekonom Bzowskiego Zaremba, częściowemu spaleniu uległ też pański dwór.

Nienaruszone zostały natomiast dobra rządowe w Niepołomicach, ale niektórzy mieszkańcy wsi należących do tego dominium wzięli udział w najściach na plebanie w sąsiednich miejscowościach. Tak było np. z chłopami ze Stanisławic, Chełma i Siedlca, którzy naszli proboszcza chełmskiego i zmusili go do wyjazdu do Bochni, gdzie został przez urzędników austriackich zwolniony.

Jak wyglądała ówczesna agresja chłopska na drogach i we wsiach Bocheńskiego dobrze opisuje w swoim pamiętniku Julian Fink z Komorników k. Zegartowic (dzisiaj powiat myślenicki). Najpierw, jeszcze w jego rodzinnej wsi, pobito go sztachetą z płotu i połamano palce rąk. Zemdlonego cucono wodą, a następnie wlewano mu do ust gnojówkę i wrzucono na wóz, który miał go zawieźć do cyrkułu w Bochni, aby odebrać za niego nagrodę obiecaną przez Austriaków. Wieziono go przez Kępanów, Grabie, Łapanów. W Grabiu na moście pijany chłop ugodził Finka siekierą. Jak pisze dalej:

(…) przejechaliśmy Łapanów i Kobylec, a eskorta osłaniała mnie poduszkami przed wściekłością pijanego motłochu. W Dąbrowicy na drodze czekała już krwiożercza zgraja, która wszystkich tamtędy przejeżdżających dobijała. Zatrzymali konie żądając by mnie na pastwę wydano. Wiozący powiedzieli, że już zabity jestem, ale tamci nie dali wiary, przyskoczyli, wyciągnęli głowę i zaczęli otwierać mi oczy. Gdy dostrzegli ślady życia karbowy tamtejszy – jak mi potem mówiono – uderzył mnie w sam wierzch głowy od tyłu parę razy kołem z płotu tak silnie, że lubo mało już mający przytomności usłyszałem trzask w głowie jakby szelest ściśniętego w dłoni cienkiego papieru. Straciłem przytomność i nie czułem, że mnie jeszcze podobno w Nieszkowicach pod karczmą mordowano. W takim stanie przywieziono mnie już w nocy o 8.00 godzinie do Bochni dnia 25 lutego 1846 r.

To właśnie w Bochni, w siedzibie starostwa (obecnie Muzeum) urzędnicy austriaccy przejmowali od chłopów przywiezione martwe lub ranne ofiary rabacji. Tu też wypłacano pieniądze w wysokości od kilku do 25 zł. reńskich.  Rannych przetrzymywano w okropnych warunkach w piwnicach starostwa oraz w szpitalu, hotelu Hantschla i w prywatnych domach.  Trzeba też podkreślić, że wielu mieszkańców Bochni bezinteresownie pomagało rannym oraz rodzinom, które schroniły się przed rabacją w naszym mieście. Nie było to zresztą proste, bo na rogatkach miasta urzędnicy austriaccy na czele z Ferdynandem Hoschardem, część uciekinierów nie wpuszczali do miasta, wydając ich tym samym na łaskę szalejących na drogach chłopów. Sama Bochnia wyglądała jak wojskowe koszary.

Bitwa pod Gdowem

Zapowiadane od kilku dni powstanie w końcu wybuchło 21 lutego w Krakowie i zaczęło się rozprzestrzeniać poza granicę wolnego miasta. Do Bochni zaczęły docierać pogłoski o zbliżającym się  oddziale powstańców pod dowództwem płk. Suchorzewskiego, co wywołało chwilową panikę w mieście. Starosta Bernd nagle zachorował, a jego rodzina miała opuścić miasto. Do ewakuacji szykował się też garnizon bocheński.

Bitwa pod Gdowem. Obraz Mieczysława Wątorskiego z 1964 r.Nastroje w mieście zmieniły się diametralnie gdy z Komendy Kameralnej we Lwowie przyjechał ppłk. Ludwig von Benedek. Wstrzymał on odwrót załogi garnizonu i przejął nad nim dowództwo, a następnie poprowadził wojsko w stronę Wieliczki. Dysponował siłami złożonymi z 495 żołnierzy piechoty i 172 konnicy. Po drodze przyłączyły się do niego liczne oddziały chłopów z podbocheńskich wsi. Wiadomo na pewno, że wśród nich byli mieszkańcy wsi należących do parafii w Chełmie, którym po bitwie wypłacono po 5 florenów, o czym w swojej kronice zapisał proboszcz Mroczkiewicz. Również poddani z Marszowic, Nieznanowic, Pierzchowca i  parafii łapanowskiej wzmocnili oddziały austriackie.

Do decydującej bitwy doszło 26 lutego pod Gdowem. Powstańcza kawaleria nie zdołała odeprzeć ataku austriackiej konnicy i musiała się wycofać w stronę Wieliczki, a piechota poniosła ciężkie straty rozpaczliwie broniąc się wśród zabudowań. W końcu otoczeni polscy kosynierzy zebrali się pod murem cmentarza, gdzie zostali wymordowani przez chłopów. Ówczesny proboszcz gdowski, ksiądz Kusionowicz tak relacjonował te wydarzenia w kronice parafialnej:

Reszta zaś najokropniej, bez pardonu, zamordowana została, w małej części od wystrzału wojska, a w większej zaś od cepów i wideł. Krzyk, lament i narzekania śmiertelne. Pierzchających w różne strony: ku Rabie, Kunicom i Fałkowicom, powstańców pieszych chwytali chłopi, częścią na miejscu bili, częścią obdarłszy pędzili do Gdowa. Przyprowadzali również do kościoła, gdzie zażarte chłopstwo bez miłosierdzia mordowało. Były sceny, których wzdrygam się tu nadmieniać. Dosyć powiedzieć, że okrucieństwo przechodziło wszystkie pojęcia. Pozabijanych, poobdzieranych do naga i tak trupy nagie zalegały gościniec w Gdowie.

Pomnik z rzeźbą biblijnej Racheli na zbiorowej mogile na cmentarzu w Gdowie154 powstańców, poległych w czasie bitwy, pochowano na terenie pastwiska obok cmentarza. W 1906 roku na mogiłach powstańców usypano kopiec i włączono go w obręb cmentarza. Stoi dziś na nim pomnik z figurą biblijnej Racheli opłakującej swych synów pod krzyżem, autorstwa Wojciecha Samka z Bochni.

Część powstańców próbowała uciekać gościńcem w stronę Dobczyc. Zostali doścignięci i zabici przez bandy rozbestwionych chłopów. Leżą w Gdowie przy ul. Myślenickiej pod krzyżem krożanskim, w Kunicach pod figurą we wspólnej mogile z żołnierzami z II wojny światowej oraz w Winiarach pod kapliczką w centrum wsi.

Klęska pod Gdowem, była ostatnim akordem powstania na ziemi bocheńskiej. Trwały za to jeszcze przez kilka tygodni ataki chłopów na dwory w cyrkule bocheńskim, których miano wg szacunków obrabować około 100. W marcu i kwietniu 1846 r. Austriacy przystąpili do porządkowania sytuacji nakazując chłopom powrót do domów i odrabianie pańszczyzny. Większość band chłopskich wróciła do domów, ale jakieś pojedyncze oddziały, które nie chciały się podporządkować Austriakom, schroniły się w Puszczy Niepołomickiej, skąd organizowały wypady na oddziały wojskowe i dwory. Nie zmienia to faktu, iż rękami polskich chłopów udało się zaborcy unicestwić powstanie i jeszcze mocniej podzielić społeczeństwo Galicji na co najmniej kilkadziesiąt lat.

Zwycięzca spod Gdowa Ludwig von Benedek odznaczony krzyżem rycerskim orderu Leopolda i mianowany pułkownikiem. Jego karierę wojskową przerwała kląska Austriaków w bitwie z Prusakami pod Sadową (1866 r.), w której dowodził.  Starosta bocheński Carl Bernd także otrzymał krzyż kawalerski orderu Leopolda, ale wkrótce stracił stanowisko i wyjechał z Bochni.

Pamiątki po rabacji

Mogiła ofiar rabacji na cmentarzu w BochniW Bochni smutną pamiątką po okresie powstania krakowskiego i rzezi galicyjskiej są dwie zbiorowe mogiły na cmentarzu komunalnym przy ulicy Orackiej. Ośmioboczna mogiła ze stylizowanym brzozowym krzyżem, kryje zwłoki 21 ofiar rabacji, o czym informuje wmurowana tablica. W sąsiedztwie jest druga zbiorowa mogiła, w której pochowano inne, nieznane z imienia i nazwiska ofiary rzezi.

Pamiątkowy żyrandol z 1847 r. w kościele św. Mikołaja w BochniW kościele parafialnym świętego Mikołaja w Bochni można podziwiać w nawie głównej wielki, pozłacany żyrandol - pająk ufundowany przez rodziny ocalałe w czasie rabacji i sprowadzony z Wiednia w 1847 r. Częściowo zrekonstruowany i odnowiony w 1999 r. jest dziś prawdziwą ozdobą bocheńskiej świątyni.

W podbocheńskich Damienicach, przy drodze powiatowej do Kłaja stoi kaplica pw. Św. Rodziny, wzniesiona przez rodzinę Bochusów, która wg tradycji miała być ufundowana jako wotum przebłagalne za udział w rabacji i popełnione przestępstwa na właścicielu dworu w sąsiednich Proszówkach. Data fundacji kapliczki (1863 r.) zdaje się jednak wskazywać na inne motywy tej fundacji, związane może z powstaniem styczniowym.

Krzyż upamiętniający śmierć Marcina Żeleńskiego w GrodkowicachW parku przy pałacu w Grodkowicach znajdziemy krzyż na kamiennym postumencie upamiętniający miejsce gdzie 23 lutego zginął Marcjan Żeleński, pochowany w mauzoleum rodzinnym w Brzeziu.

Na południowych krańcach powiatu bocheńskiego, w Rozdzielu znajdziemy kaplicę „Pod Lipami”. W jej wnętrzu zachował się kamienny posąg NMP Niepokalanie Poczętej na postumencie, wzniesionym w 1846 r. jako figura przydrożna. Figurę tę z wyrytym napisem „Pamiątka 1846” miał ufundować ostatni dziedzic miejscowego dworu jako wotum za szczęśliwe ocalenie go z rabacji.

Tragiczne wydarzenia rabacji w Bocheńskiem stały się też inspiracją dla Ludwika Stasiaka do napisania powieści „Krwawe ręce” wydanej we Lwowie w 1907 r.

 Ważniejsza bibliografia:

  • Ks. S. Dembiński, Rok 1846. Kronika dworów szlacheckich zebrana na pięćdziesięcioletnią rocznicę smutnych wypadków lutego, Jasło 1896
  • J. Kęsek, Bochnia w latach konspiracji galicyjskich, Bochnia 1996
  • J. Kęsek, Znani i nieznani aktorzy wydarzeń 1846 r. w Bochni [w:] Rocznik Bocheński, T. IV, Bochnia 1996
  • J. Flasza, Krwawy karnawał, Kronika Bocheńska, nr 2 (46), rok V, luty 1996
  • J. Pączek, Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej, Kronika Bocheńska, nr 3 rok v, marzec 1996
  • S. Kobiela, Krwawe ręce, Wiadomości Bocheńskie, rok V, nr 1 (14), kwiecień 1993
  • Forum eksploratorzy.com, wątek Mogiła powstańców 1846 r. w Gdowie -  http://eksploratorzy.com.pl/viewtopic.php?f=253&t=4700
  • http://www.zegocina.pl/historia/tekstyzrodlowe/tekstzrodlowy1.htm
  • http://www.zegocina.pl/historia/tekstyzrodlowe/tekstzrodlowy2.htm