wtorek, listopad 20, 2018
0
0
0
s2sdefault

Po ciężkim roku 1915, w Bochni ożyła z nową energią działalność patriotyczna. Jej najważniejszymi akcentami była fundacja bocheńskiej Tarczy Legionów i uroczysty obchód Aktu 5 listopada cesarzy Austrii i Niemiec. Oprócz tych radosnych wydarzeń, były w życiu mieszkańców miasta i powiatu chwile smutne – z frontu docierały informacje o śmierci wielu legionistów z ziemi bocheńskiej, a pod koniec roku zmarł „Najjaśniejszy Pan” Franciszek Józef I.

Współczesny wygląd Tarczy Legionów w zbiorach Muzeum w Bochni. Fot. M. Mroczek
Współczesny wygląd Tarczy Legionów w zbiorach Muzeum w Bochni. Fot. M. Mroczek

Bocheńska Tarcza Legionów

Pomimo bardzo trudnej sytuacji gospodarczej i powszechnego zubożenia społeczeństwa, bochnianie w dalszym ciągu wspierali rozwój Legionów Polskich. Sprawujący opiekę nad Legionami Naczelny Komitet Narodowy rozpoczął jeszcze w 1915 r. akcję fundowania drewnianych tarcz w miastach galicyjskich, do których każdy obywatel mógł wbić gwóźdź, wpłaciwszy uprzednio odpowiednią kwotę na fundusz legionistów, inwalidów oraz wdów i sierot po poległych.  W ten sposób wspomagano materialnie potrzebujących i dawano przykład patriotycznej postawy w trudnym okresie wojny.

W Bochni, z której do Legionów trafiło setki ochotników, już w październiku 1915 r. podjęto starania o fundację takiej tarczy, na co kasa miejska wyłożyła ostatecznie 396 koron.[1] Tarczę z drewna lipowego wykonał rzeźbiarz krakowski Józef Stręk pod artystyczną opieką Kazimierza Witkiewicza. Umieszczono na niej orła w koronie, herb miasta oraz objęty starymi pieczęciami miejskimi napis „Bochnia Legionom w roku 1916”.[2]

Uroczystość odsłonięcia tarczy Legionów w Bochni. Nowości Ilustrowane 1916, nr 52
Uroczystość odsłonięcia tarczy Legionów w Bochni. Nowości Ilustrowane 1916

Uroczyste odsłonięcie Tarczy miało miejsce 9 kwietnia 1916 r. przed budynkiem Rady Powiatowej. Był to główny punkt obchodzonego w Bochni Dnia Legionów. Dzięki relacji prasowej Nowości Ilustrowanych oraz sprawozdania Powiatowego Komitetu Narodowego, znamy dokładnie przebieg tego ważnego wydarzenia.[3] Po nabożeństwie w kościele św. Mikołaja, w czasie którego kazanie wygłosił proboszcz Wilczkiewicz, uformował się pochód, który przeszedł pod gmach Rady Powiatowej przy ul. Kazimierza Wielkiego. Tam, stał obszerny kiosk, w którym pomieszczono tarczę. Po przemówieniach burmistrza, członków Komitetu Narodowego i zaproszonych gości, nastąpiło wbijanie do tarczy pamiątkowych gwoździ z wyrytymi nazwiskami ofiarodawców. Wśród fundatorów byli wojskowi, urzędnicy, ziemianie, inteligencja, stowarzyszenia, klasy gimnazjalne, okoliczne gminy. Cała rzesza mniej zamożnych obywateli, którzy drobnymi, serdecznymi ofiarami wspomagali szlachetny cel, wbijała zwykłe gwoździe, bez nazwisk.[4] Dzięki temu już po pierwszym dniu uroczystości udało się zebrać kwotę 4500 koron, a dzięki dodatkowym datkom sumę tą powiększono do ponad 10000 koron na potrzeby legionistów i ich rodzin.

Gwoździe fundatorów tarczy. Fot. M. Mroczek
Gwoździe fundatorów tarczy. Fot. M. Mroczek

Tarcza miała zostać odesłana do Krakowa, gdzie NKN planował wystawić ją wraz z innymi na ekspozycji w krużgankach zamku wawelskiego. Z różnych przyczyn do tego nie doszło, a bocheńska pamiątka legionowa trafiła do Muzeum Historycznego Miasta Krakowa. Dziś możemy ją oglądać w zbiorach Muzeum im. St. Fischera w Bochni.[5]

Wspominaliśmy wcześniej, że od początku wybuchu wojny aktywnie włączały się w działalność charytatywną i społeczną bocheńskie kobiety. 20 maja 1916 r. przy bocheńskim PKN założono oddział Ligi Kobiet. Na jego czele stanęły: Zofia Veltze jako przewodnicząca i Janina Zacharyaszowa  - zastępczyni. W 1916 r. bocheńska Liga Kobiet liczyła ponad 100 członkiń. Prowadziły one w Bochni ożywioną działalność. Urządzały wspólnie z PKN obchody rocznic narodowych, gwiazdkę dla legionistów, zajmowały się sprzedażą wydawnictw NKN czy sprzedażą gwoździ do Tarczy Legionów.[6]

Bochnia a Legiony

Zachowana korespondencja i pamiętniki rodzinne, pokazują, że wiele rodzin bocheńskich tęskniło i drżało o los swoich najbliższych walczących na wojnie.[7] Wśród legionistów na froncie każdy list z Bochni budził żywe zaciekawienie, a każdy „urlopowicz” musiał po powrocie z urlopu opowiadać kolegom co słychać w rodzinnym mieście. Co ciekawe, wielu legionistów z bocheńskiego Gimnazjum, mimo wojny, chciało kontynuować naukę i zdawało w trakcie urlopu w Bochni egzaminy do klas wyższych, a nawet maturę.[8]

kartka pocztowa do legionisty z Bochni. Zb. Muzeum im. S. Fischera w Bochni
Kartka pocztowa do legionisty z Bochni. Zb. Muzeum im. S. Fischera w Bochni

W 1916 roku przybywało ofiar – poległych, rannych i wziętych do niewoli. Zwłaszcza po krwawej bitwie pod Kostiuchnówką, gdzie połączone trzy brygady Legionów bohatersko walczyły z przeważającymi siłami rosyjskimi. W bitwie tej polegli m.in. Jan Siemdaj ze Stanisławic, Stanisław Słowik z Uścia Solnego, Franciszek Rutkowski „Puszczyk” z Bochni, Zygmunt Sroka, Strojek, czy Józef „Bożywoj” Rybka z Cikowic. Zaginęli bez wieści: Władysław Juryś , Stanisław Różkiewicz i Leon Kram „Warno” - wszyscy z Bochni. Do niewoli rosyjskiej dostali się bochniacy: Walerian Czuma dowódca kompanii „bocheńskiej” (ciężko ranny), który potem z niewoli zbiegł i wrócił do Legionów, Kazimierz Feliks z Niegowici, Bolesław Frey z Bochni, Adam Hordyn z Grobli, Henryk Katra z Bochni (ranny), Jakub Fiema z Niepołomic, Jan Justyniak z Krzeczowa. 6 lipca 1916 roku do niewoli rosyjskiej dostał się ciężko ranny Józef Gacek z Baczkowa. W niewoli amputowano mu całe ramię. Przeżył i wrócił jako inwalida w 1918 roku.[9]  Wśród poległych uczniów Gimnazjum w 1916 r. byli: Franciszek Włodek, który umarł z ran w Kowlu, Wacław Strzałka oraz Feliks Wojas.[10] Dodajmy, że śmierć czy niewola dosięgały nie tylko legionistów, ale i bochnian wcielonych do armii austro-węgierskiej, pozostających w cieniu dokonań powszechnie podziwianych „legunów”.

"Proklamacja niepodległej Polski"

Kiedy 5 listopada 1916 r. cesarze Austrii i Niemiec wydali akt zapowiadający po raz pierwszy możliwość utworzenia państwa polskiego sprzymierzonego z obu mocarstwami, wydawało się, że ofiara tysięcy Polaków nie poszła jednak na marne. W Galicji, a zwłaszcza w Krakowie i Lwowie, deklarację tą przyjęto entuzjastycznie.[11] Nie inaczej było w Bochni, gdzie jeszcze tego samego dnia Liga Kobiet zorganizowała spontaniczną manifestację ludności.[12]

 

Proklamacja niepodległej Polski na rynku w Bochni. Fot. J. Gargulowej w Nowościach Ilustrowanych.
Proklamacja niepodległej Polski na rynku w Bochni. Fot. J. Gargulowej w Nowościach Ilustrowanych.

Oficjalne uroczystości „Proklamacji niepodległej Polski”, urządzone z dużym rozmachem przez PKN, odbyły się w Bochni 21 listopada 1916 r. W obchodach wzięło udział tysiące ludzi, przedstawicieli władz miasta, organizacji i stowarzyszeń, wojska austriackiego i legionistów polskich. Rankiem pobudka orkiestry 32. pułku obrony krajowej, wezwała mieszkańców miasta do zgromadzenia się w ogrodzie „Sokoła”. Stamtąd olbrzymi pochód wyruszył do kościoła św. Mikołaja.  Nabożeństwo z „Te Deum laudamus” celebrowane było przez ks. prałata Wilczkiewicza, a patriotyczne kazanie wygłosił ks. A. Biliński. Z kościoła pochód udał się na rynek. Tam w specjalnie przygotowanej mównicy, naprzeciw budynku Starostwa (obecnie Muzeum) płomienne przemówienie wygłosił sekretarz PKN i wicemarszałek powiatu dr Władysław Kiernik, kończąc „okrzykiem na cześć i rozwój wolnej, niepodległej Polski”.  Zgromadzeni odśpiewali hymn „Boże coś Polskę”, a następnie przemówił kapitan 6. Pułku Legionów Tadeusz Jakubowski. Po odśpiewaniu Mazurka Dąbrowskiego pochód ruszył na Górny Rynek, (obecnie teren w sąsiedztwie kościoła szkolnego), gdzie zasadzono „drzewo wolności”. [13]

Sadzenie drzewa wolności w listopadzie 1916 r. Nowości Ilustrowane, nr 52
Sadzenie "drzewa wolności" 21 listopada 1916 r. na Górnym Rynku w Bochni. Nowości Ilustrowane nr 52

W południe odbyło się uroczyste posiedzenie Rady Powiatowej, zakończone rezolucją wyrażającą hołd cesarzowi Franciszkowi Józefowi I za ogłoszenie aktu 5 listopada, cześć stolicy Polski Warszawie, podziw bohaterskim Legionom, wreszcie uchwalającą dar 2000 koron na fundusz wdów i sierot po legionistach i inwalidów legionistów. Wieczorem odbył się uroczysty koncert oraz przyjęcie dla obecnych w Bochni legionistów.[14]

Plakat z zaproszeniem na wieczór legionowy w Bochni. Zb. Archiwum Narodowego w Krakowie
Plakat z zaproszeniem na wieczór legionowy w Bochni. Zbiory Archiwum Narodowego w Krakowie sygn. 29/530/0/3.1/509

Śmierć "najszlachetniejszego i najlepszego Monarchy"

Tego samego dnia (21 listopada 1916 r.) w pałacu w Schönbrunn koło Wiednia zmarł cesarz austriacki Franciszek Józef I. Kilka dni później Rada Miasta Bochni oddała mu hołd na nadzwyczajnym posiedzeniu, a burmistrz Maiss podkreślił zasługi zmarłego dla Polaków w Galicji, a przede wszystkim zapowiedź odbudowy niepodległej Polski. [15] 30 listopada w bocheńskiej farze odbyło się uroczyste nabożeństwo żałobne, w którym wzięli udział m.in. uczniowie Gimnazjum.[16]

Fragment Księgi obrad Rady Miejskiej w Bochni z hołdem dla zmarłego cesarza Franciszka Józefa I
Fragment Księgi obrad Rady Miejskiej w Bochni z hołdem dla zmarłego cesarza Franciszka Józefa I. Zb. Archiwum Narodowego w Krakowie Oddz. Bochnia sygn. 30/I/92

Te uwielbienie cesarza Franciszka Józefa może dzisiaj zaskakiwać, tym bardziej, że nawet w pierwszych miesiącach niepodległości Polski, z szacunkiem odnoszono się do jego portretów i dokonań. Przeciwstawiano postaci „dobrego cysorza”, który chciał odbudowy Polski (?), osobę jego następcy - cesarza Karola, który nie dbał o Polaków i zgodził się na haniebny traktat brzeski nazywany IV rozbiorem Polski.  Autonomia jaką stworzył Franciszek oraz intensywna propaganda, która przedstawiała monarchę jako dobrego i sprawiedliwego władcę, skutecznie wpływały na jego poddanych w Galicji. Wizerunek cesarza ocieplał też fakt, że pozostawał on „blisko ludzi”. Odwiedzał różne krainy swojej rozległej monarchii.  W 1880 roku witany był z wielkim entuzjazmem w Krakowie. W samej Bochni gościł trzykrotnie – w 1852, 1855 i 1880 roku.[17] Tak naprawdę jednak duża część sentymentu do „Najjaśniejszego Pana” bardziej przynależała do sfery mitu niż historycznych faktów.

Kończył się więc rok 1916, mimo wszystko, nadzieją na rychłe odbudowanie państwa polskiego. Rozczarowanie przyszło w następnych miesiącach, a na pełną niepodległość trzeba było jeszcze czekać dwa, długie lata wojny, pełne cierpień i upokorzeń.

Przypisy:

[1] J. T. Nowak, Bocheńska Tarcza Legionów, Rocznik Bocheński, T. II, Bochnia 1994, s. 251-254

[2] Tamże, s. 254

[3] Nowości Ilustrowane, 1916, 29 kwietnia, s. 7; Archiwum Narodowe w Krakowie (dalej ANK), Naczelny Komitet Narodowy, sygn. 29/530/0/3.1/509, s.  217 - 219

[4] Tamże, s. 218

[5] J. Flasza, Unikatowa pamiątka sprzed 100 lat, Kronika Bocheńska, nr 4 kwiecień 2016, s. 27-29. Tam również szczegółowy opis tarczy i lista fundatorów gwoździ.

[6] ANK, NKN, sygn. 29/530/0/3.1/509, s. 220

[7] Muzeum w Bochni, MB-H/5801; MB-H/5802; Józef Rutkowski – korespondencja MB-H/5710

[8] S. Kobiela, Bochniacy w Legionach, s. 89-90

[9] Tamże, s. 97-98

[10] Sprawozdanie Dyrekcyi c.k. gimnazyum w Bochni za rok 1916/1917, Kraków 1917, s. 24-25

[11] A. Chwalba, Wielka wojna Polaków 1914-1918, Warszawa 2018, s. 284

[12] ANK, NKN, sygn. 29/530/0/3.1/509, s. 220

[13] „Nowości Ilustrowane”, nr 52 z 23 grudnia 1916 r., s. 6-7; ANK, NKN …, s. 220-221; J. Flasza, Jeszcze nie ten listopad, jeszcze nie niepodległość, Kronika Bocheńska, listopad 2015, nr 11, s. 28-32

[14] ANK, NKN, sygn. 29/530/0/3.1/509, s. 221

[15] ANK Oddział w Bochni, Księga obrad Rady Miejskiej w Bochni 1906 – 1928, sygn. 30/I/92, s. 548-549

[16] Sprawozdanie dyrekcji gimnazjum za rok 1916/1917, s. 23

[17] Zobacz artykuł; J. Paprota, Królewskie wizyty w Bochni i okolicach, https://bochenskiedzieje.pl/artykuly/inne/180-krolewskie-wizyty-w-bochni-i-okolicach

Czytaj też:

Bochnia na drodze do niepodległości (1). Wybuch i pierwsze miesiące Wielkiej Wojny

Bochnia na drodze do niepodległości (2). Okupacja rosyjska w 1914 r

Bochnia na drodze do niepodległości (3). Trudny rok 1915