poniedziałek, październik 22, 2018
0
0
0
s2sdefault

W drugim odcinku cyklu "Bochnia na drodze do niepodległości. Lata Wielkiej Wojny 1914-1918" przedstawiamy zdobycie i okupację miasta przez rozpasane wojska rosyjskie w listopadzie i grudniu 1914 r.. 19 dni pobytu Rosjan spowodowało duże zniszczenia i grabieże. Do tych ostatnich dołączyli się niestety niektórzy mieszkańcy Bochni... 

Walki o Bochnię

21 listopada huk armat i dymy pożarów widoczne na północ i wschód od Bochni, zapowiadały, że do miasta zbliżają się wojska rosyjskie. Zacięte walki toczyły się wtedy w rejonie Uścia Solnego i Okulic. Trzy dni później w rękach rosyjskich było już Brzesko, gdzie w pałacu w Okocimiu swoją siedzibę ustanowiło dowództwo 3. Armii na czele z generałem Radko Dimitriewem.[1] Z okolic walk do Bochni docierało coraz więcej rannych austriackich żołnierzy. Ponieważ szpitale wojskowe były przepełnione, wielu z nich umierało na drogach lub szukało opieki w stacji Czerwonego Krzyża przy bocheńskim dworcu, prowadzonej przez panią Moczulską.[2] 23 listopada z miasta odjechała komenda korpusu, urzędnicy starostwa, kolei i poczty. Wysadzono w powietrze zwrotnice kolejowe. Rozpoczęły się przygotowania do obrony miasta. Na okolicznych wzgórzach, zwłaszcza na Łychowie, Wójtostwie i Uzborni, ustawiono ciężkie austriackie armaty, które miały razić Rosjan nadchodzących od wschodu. Wojska rosyjskie podeszły pod Bochnię 25 listopada od strony Rzezawy i Krzeczowa. Ostrzał artylerii austriackiej powstrzymał szybki atak kawalerii na miasto. Na wschodnich przedpolach Bochni rozpoczęły się zacięte walki. Rosyjscy piechurzy wspinali się na wzgórze Krzęczków od strony Podedworza i opanowali je na odcinku od prochowni aż po Murowiankę, zmuszając austriacką artylerię na Wójtostwie do wycofania się. Dalsza walka przeniosła się w stronę rynku, gdzie broniły się resztki wycofujących się Austriaków. [3] Ostatecznie Bochnię zajął dowódca IX Korpusu, wchodzącego w skład 3 armii generała Nikołaja Ruzskiego, generał Dmitrij Szczerbaczow. Miasto zdobyła 5 dywizja piechoty, a szczególnie odznaczył się 18 wołogodzki pułk piechoty. Jego dowódca pułkownik Grigorij Stupin za zdobycie Bochni, a w zasadzie za wcześniejsze walki pod miastem, otrzymał nagrodę za dzielność w postaci Złotej Szabli Św. Jerzego.[4]

Wojska rosyjskie w Bochni. Fotografia z rekonstrukcji historycznej z 2014 r.
Wojska rosyjskie w Bochni. Fotografia z rekonstrukcji historycznej z 2014 r.

Rankiem 26 listopada do miasta, przy akompaniamencie wojskowych muzyków grających marsza, wkroczyły główne siły rosyjskie. Na gmachu Magistratu przy ulicy Kazimierza Wielkiego powiewała biała flaga, a tłumy mieszkańców stały na chodnikach.[5] Naoczny świadek tych wydarzeń, Jadwiga Wanda Urbankowa, tak opisywała te chwile:

I nadeszła ta chwila przewidywana, która trwogą przejmowała nas od 3 miesięcy, która setki ludzi pognała w świat na głód i nędzę, przyszli Moskale. Dzień cudny trudno sobie wyobrazić o tej porze roku piękniejszą pogodę. Cieplutko, słonecznie. Od świtu świszczały kule karabinowe, bębniły po dachu, trafiały ludzi przechodzących przez ulice (…) Ulicą przechodziło kilkunastu żołnierzy moskiewskich z bagnetami, a na końcu zobaczyłam kozaka na koniu. Co chwila przechodziły grupki zwycięzców.[…]”[6]

Trudno oszacować liczbę zabitych po obu stronach. Zarówno Stanisław Fischer jak i Jadwiga Urbankowa mówią o licznych trupach żołnierzy zabitych w Krzeczowie, na Krzęczkowie, Wójtostwie, Kurowie i w samym rynku. W trakcie walk rannych zostało też kilku mieszkańców miasta, a zginęła jakaś kobieta z dzieckiem. Większość poległych lub zmarłych od ran w szpitalu pochowano na cmentarzu przy ulicy Orackiej.

Okupacja rosyjska

Będący u szczytu swych powodzeń Rosjanie, ze śpiewem maszerowali na zachód, a strwożoną ludność uspokajali słowami "Wyście nasi, a my wasi". Obiecywali sobie, że śniadanie zjedzą w Krakowie, obiadować będą we Wiedniu, a wieczerzać w Berlinie. Szybko też rozpoczęli regularny rabunek miasta, kierując swoje pierwsze kroki ku zamkniętym sklepom żydowskim i magazynom towarów.[7]

gen. Radko Dimitriew
gen. Radko Dimitriew

W południe przyjechał do Bochni automobilem gen. Radko Dimitriew, Bułgar w służbie carskiej, którego powitała deputacja miejska na czele z burmistrzem Ferdynandem Maissem i proboszczem ks. Wilczkiewiczem prosząc o opiekę nad miastem i parafią. Generał obiecał zapobiec grabieniu miasta, ale sam następnego dnia wyjechał zostawiając w Bochni 2 lub 3 korpusy wojska. Obietnice te na nic się zdały. Przez cały okres pobytu Rosjan w Bochni, żołnierze dopuszczali się licznych prób rabunku, dobijali się do domów, grożąc śmiercią, żądali wódki i pieniędzy. W ciągu kilku dni Bochnia została kompletnie objedzona. Na ulicach palono drewniane płoty, meble, obrazy aby się ogrzać w  zimne wieczory. W wielu domach parter zajęty był przez wprowadzone tam konie. Zanieczyszczone śmieciami i odchodami były ulice i place, a dzisiejsza ulica Wąska przez jakiś czas nazywana była przez bochnian „Zasranka”. Szczególnych łupiestw dopuszczali się Kozacy na Wójtostwie, być może powiadomieni, że teren ten zamieszkały był przez kolonistów austriackich.

Rabunek miasteczka galicyjskiego przez wojska rosyjskie
Rabunek miasteczka galicyjskiego przez wojska rosyjskie

Nie pomagały interwencje burmistrza Maissa u komendanta Sacharowa, ani skargi co odważniejszych obywateli ignorowane przez oficerów rosyjskich.  Rabunki i zachowanie Moskali szczegółowo opisała w swoich pamiętnikach Jadwiga Wanda Urbankowa i Stanisław Fischer, którzy byli naocznym świadkami tych wydarzeń. Trzeba w tym miejscu z przykrością stwierdzić, że do rabunków rosyjskich chętnie dołączyli się mniej zamożni mieszkańcy miasta. Z odrazą na to patrzył Fischer, który tak wspominał te zachowanie gawiedzi bocheńskiej:

Panował ścisk nie do opisania. Na każdą rzecz rzucał się tłum ludzi, wydzierali sobie co lepsze kawałki, drapiąc się, bijąc, a nawet gryząc (…) Brano bez wyboru nie tylko to, co im samym było potrzebne albo przydatne rodzinie, ale wszystko. (…) Żądza rabunku zaślepiła tłum, zgłuszyła nie tylko sumienie, ale i rozum. Ci ludzie zachowywali się, jak gdyby koniec miał być wszelkim porządkom dotychczasowym, a rozpoczynała się jakaś nowa era istnienia świata, nowy porządek wszechrzeczy.[8]

Bochnia wiele zawdzięczała burmistrzowi Ferdynandowi Maissowi. Portret ze zbiorów Muzeum im. S. Fischera w Bochni
Bochnia wiele zawdzięczała burmistrzowi Ferdynandowi Maissowi. Portret ze zbiorów Muzeum im. S. Fischera w Bochni

Grabież mienia przez biedotę miejską potwierdzili również w swoich raportach dla Naczelnego Komitetu Narodowego komendant policji w Bochni Kopeczny i komisarz powiatowy Wilczek. Niektóre kradzieże były prowadzone przy zachęcie lub pod przymusem żołnierzy rosyjskich. Po ustąpieniu Rosjan z Bochni (15 grudnia) władze austriackie miały aresztować w Bochni i okolicy 130 osób oskarżanych o rabunki.[9]

Jednym z pierwszych poleceń dowództwa rosyjskiego, po wkroczeniu do miasta, był nakaz wylania spirytusu, wina, piwa oraz wódek. Niewykonanie rozkazu groziło śmiercią. Zachowano jedynie 20 l spirytusu na potrzeby szpitala.[10] Mimo to wszędobylscy żołdacy potrafili zdobyć alkohol potajemnie, a czasem z zupełnie nietypowych źródeł… Tak było np. w bocheńskim gimnazjum, gdzie sołdaci zniszczyli nie tylko bibliotekę i różne pomoce dydaktyczne, ale także wypili spirytus z rozbitych eksponatów biologicznych i anatomicznych.[11] Opróżniono też zupełnie piwniczkę na plebanii, gdzie proboszcz Wilczkiewicz trzymał wino. Mimo wyraźnego rozkazu, burmistrz Maiss potajemnie sprzedał trunków na kwotę 1420 koron, które to później pieniądze zasiliły pustą kasę miejską. [12]

Obawy rosyjskiego dowództwa o nadużywanie alkoholu nie były bezpodstawne. Już w browarze w Okocimiu jeden z pijanych Kozaków wpadł i utopił się w kadzi z piwem. Z kolei kilkanaście dni później, w trakcie odwrotu, jeden z oficerów rosyjskich miał  z sarkazmem stwierdzić, że „austriacka wódka zabrała im do niewoli pod Wieliczką dwie dywizje.”[13]

Świętowanie zwycięstwa

Rynek bocheński stał się miejscem świętowania zwycięstwa Rosjan, którzy ustawili na nim 10 zdobytych austriackich armat oraz długi rząd austriackich butów symbolizujący zabitych przeciwników. Żołnierze tańczyli i śpiewali przy dźwiękach harmonijek. Gapiom opowiadali historie o swoich wojennych wyczynach, o plądrowaniu żydowskich sklepów i figlach jakie wyczyniali z Żydówkami w zdobytych galicyjskich miastach.[14]

Świętowanie zwycięstwa. Foto z rekonstrukcji historycznej Moskale w Bochni z 2014 r.
Świętowanie zwycięstwa. Foto z rekonstrukcji historycznej Moskale w Bochni z 2014 r.

27 listopada 1914 r. na rynku bocheńskim odprawiona została uroczysta msza prawosławna, zapewne w rocznicę urodzin carowej. Dla Moskali była to okazja do manifestacji patriotycznej oraz świętowania zwycięstw, co miało umacniać ich morale przed dalszymi walkami o twierdzę Kraków. Wojska c.k. monarchii odzyskiwały powoli pewność siebie, o czym świadczył zwiad lotniczy austriackich aeroplanów, które nadleciały nad Bochnię 30 listopada, oraz kolejne rosyjskie dywizje wysyłane na zachód, w stronę niezdobytego Krakowa. [15]

Okupanci przystąpili także do działań propagandowych. Na mieście rozwieszano plakaty informujące, że Rosjanie przychodzą wyzwolić Polaków z ucisku austriackiego. Przeważnie były one w nocy zrywane przez mieszkańców. Agitację na rzecz Rosji wśród bochnian i mieszkańców okolicznych wsi miało prowadzić ok. 20 konfidentów, w większości Polaków. Sporo było również szpiegów, zwłaszcza Czechów. Czesi byli szczególnie aktywni, a swoim „wstrętnym postępowaniem”  mieli zapisać się w pamięci mieszkańców. Rosyjscy donosiciele i szpiedzy przekonywali, że „Kraków  będzie  wkrótce  zdobyty i że na powrót Austriaków nie ma co liczyć”. Trzeba jednak podkreślić, że zdecydowana większość mieszkańców nie uległa tej moskalofilskiej propagandzie, odnosząc się do niej wrogo lub z obojętnością, co potwierdzały cytowane wcześniej raporty Kopecznego i Wilczka.[16]

Dla Rosjan ważne było przejęcie kopalni i uruchomienie wydobycia soli. Internowanemu  burmistrzowi  Maissowi  (z  prawem  poruszania się  po  mieście)  „pod  karą  śmierci  nakazano  [...]  naprawić  mosty  w  mieście i okolicy i administrować salinami bocheńskimi”. Rosjanie zdołali przywrócić ruch w kopalni, zmuszając do pracy miejscowych górników i swoich żołnierzy; podczas dwóch tygodni wydobyto 50 wagonów soli, lecz na wschód wysłano ich jedynie 7. Okupant nakazał zwołać wszystkich będących na miejscu robotników salinarnych i natychmiast przystąpić im do pracy, grożąc śmiercią za niewypełnienie rozkazu.  Zakładnikami  mającymi  to  zagwarantować  zostali  burmistrz  Maiss oraz inżynierowie: Jan Naturski i Andrzej Papuga (obydwaj aresztowani).[17]

Przełom na froncie

2 grudnia rozpoczęło się wielkie uderzenie wojsk austriackich i pruskich od południa nazwane operacją limanowsko-łapanowską. Najbardziej zaciekłe walki toczyły się na południe od Bochni, na linii Rajbrot- Łąkta - Leszczyna-Sobolów – Gierczyce oraz w rejonie Limanowej.[18]

Bochnia przez kilkanaście dni stała się miastem na bezpośrednim zapleczu frontu. Niemal codziennie przez miasto przechodziły kolejne oddziały żołnierzy kierujące się głównie drogami na Wiśnicz i Pogwizdów. O ruchach wojsk i transportach kolejowych informowały sztab austriacki załogi samolotów startujące z lotniska w Rakowicach w Krakowie.  Dzień później austriacki aeroplan wyrzucił na miasto ulotki. 5 grudnia Austriacy zrzucili z aeroplanu bombę na ul Kazimierza Wielkiego, zabijając dwóch żołnierzy rosyjskich i kilku ciężko raniąc. Następnego dnia doszło do ponownego bombardowania lotniczego pozycji rosyjskich, tym razem w rejonie gimnazjum. Swoją stację lotniczą pod Bochnią mieli również Rosjanie, o czym informowały załogi austriackich samolotów. Prawdopodobnie mogła się ona znajdować na tzw. Rajszuli w Proszówkach, ale nie mamy konkretnych informacji o działaniach rosyjskiego lotnictwa.[19]

Wycofujący się Rosjanie wysadzili most kolejowy na Rabie. Foto ze zbiorów Staatsarchiv w Wiedniu

W zdewastowanym wcześniej budynku gimnazjum Rosjanie urządzili szpital wojskowy.  Tymczasem sytuacja na froncie, mimo zaciekłego oporu, stawała się dla Rosjan coraz trudniejsza. Uderzenie od południowego wschodu 3 Armii austro-węgierskiej groziło odcięciem armii Dimitriewa od linii komunikacyjnych i zamknięciem w gigantycznym kotle. Dowództwo rosyjskie zarządziło więc odwrót na linię Dunajca.

14 grudnia przez Bochnię, przeciągały tysiące żołnierzy wycofujących się na wschód. Początkowo Rosjanie, planowali obronę miasta, wytaczając armaty na okoliczne wzgórza: Campię, Murowiankę, Uzbornię. Wieści o sukcesach Austriaków i Niemców (47. Dywizja pruska) na południu zmusiły ich jednak do szybkiego odwrotu z miasta, a część armat zakopano na cmentarzu, licząc, zapewne, że zostaną wkrótce odzyskane.[20]

Tego dnia odjechał z Bochni w kierunku Tarnowa ostatni pociąg z Moskalami. Wkrótce wysadzono część mostu kolejowego na Rabie w Cikowicach, oraz podpalono drewniane mosty drogowe.  

Wyzwolenie

Patrol ułanów austriackich na ulicach Bochni
Patrol ułanów austriackich na ulicach Bochni. Zbiory Austriackiego Archiwum Państwowego

Wyzwolenie Bochni spod okupacji rosyjskiej nastąpiło ostatecznie 15 grudnia. Koło południa w mieście pojawił się pierwszy patrol austriackich ułanów. Wg relacji prasowych Nowej Reformy było to tylko 2 ułanów, którzy z pomocą młodych chłopaków wzięli do niewoli kilkudziesięciu rosyjskich maruderów. [21] Bardziej wiarygodna wydaje się relacja naocznego świadka Stanisława Fischera, który pisze o kilkunastu ułanach, do których dołączyły kolejne, piesze i konne, oddziały austriackie.[22] Wyzwolicieli ludność witała entuzjastycznie. Na ulicach miasta po raz pierwszy od kilkunastu dni pojawili się młodzi mężczyźni, którzy ukrywali się w domach, bojąc się że Rosjanie powołają ich do wojska (takie plotki rozsiewali przed wyjazdem z miasta wojskowi austriaccy). Stało się to powodem do ironicznych artykułów w prasie o „bocheńskich zuchach”, których przez okres okupacji musiały obsługiwać i zaopatrywać w żywność dzielne, bocheńskie kobiety.[23]

Po 19 dniach niewoli Bochnia była wolna. Mieszkańcy miasta i powiatu mogli odetchnąć i wrócić do trudnej powojennej rzeczywistości.

Przypisy:

[1] H. Łukasik, Twierdza Kraków. Wokół krakowskiej twierdzy, cz. IV, Kraków 2009, s. 176-178, 181-182

[2] S. Fischer, Moskale w Bochni w roku 1914. Cz. 1, opr. S. Kobiela, Wiadomości Bocheńskie, Rok XXX nr 1, wiosna 2018, s.6-7

[3] Tamże, s. 8-9

[4] P. Krokosz, Obecność wojsk rosyjskich w Bochni i Wieliczce w 1914 roku, „Res Gestae”, R. 2015, s. 134. Wersja on-line: http://docplayer.pl/32721601-Obecnosc-wojsk-rosyjskich-w-bochni-i-wieliczce-w-1914-roku.html (dostęp: 06.09.2018)

[5] Tamże, s. 135

[6] J. W. Urbankowa, Moskale w Bochni, cz. 1, oprac. S. Kobiela, Wiadomości Bocheńskie, Rok XVII, nr 4, zima 2009/2010, s. 3

[7] J. Bator, Wojna galicyjska, Kraków 2008, s. 131

[8] S. Fischer, Moskale w Bochni…, s. 9

[9] ANKr., NKN. „Okupacja rosyjska w Galicji, sygn. 29/530/281. Raporty z terenu. 1914–1915”, s. 3-4

[10] „Nowa Reforma” nr 572, 29.12.1914, s.1

[11] Sprawozdanie Dyrekcyi c.k. gimnazyum w Bochni za rok 1914/1915, s. 11

[12] ANKr O/Bochnia, Księga obrad Rady Miejskiej w Bochni 1906 – 1928, sygn. 30/I/92 s. 529

[13] H. Łukasik, op. cit. s. 171

[14] S. Fischer, Moskale w Bochni…, s.11-12

[15] J. W. Urbankowa, Moskale w Bochni, cz. 1, s. 5

[16] Nowa Reforma, nr 556 z 27 XII 1914; ANKr., NKN. „Okupacja rosyjska w Galicji, sygn. 29/530/281. Raporty z terenu. 1914–1915”, s. 4-6

[17] „Nowa Reforma” nr 572, s.1; P. Krokosz, op. cit, s. 136

[18] Szerzej o jej przebiegu napiszemy w artykule Operacja łapanowsko-limanowska na ziemi bocheńskiej.

[19] J. Paprota, Rajszula – zapomniane lotnisko polowe pod Bochnią, https://bochenskiedzieje.pl/ciekawostki/wojna-i-militaria/97-rajszula-zapomniane-lotnisko-polowe-pod-bochnia

[20] Ilustrowany Kuryer Codzienny

[21] H. Łuksik, op. cit. s. 173 -174

[22] S. Fischer, Moskale w Bochni w roku 1914. Cz. 2, oprac. J. Kęsek, Wiadomości Bocheńskie, R. XXX nr 2, lato 2018, s.14-15

[23] Głos Narodu nr 28 z 16 I 1915 r.