środa, wrzesień 26, 2018
0
0
0
s2sdefault

„A to nam zabili Ferdynanda - rzekła posługaczka do pana Szwejka…”. Te słowa ze słynnej powieści Jarosława Haška o przygodach dobrego wojaka Szwejka[1], dobrze oddają nastrój zaskoczenia i sensacji, jaką był zamach w Sarajewie na austriackiego następcę tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego żonę Zofię. Zabójstwo dokonane przez serbskiego nacjonalistę 28 czerwca 1914 r., stało się iskrą zapalną, która doprowadziła do wybuchu I wojny światowej i właśnie od niego zaczynamy naszą opowieść o Bochni i jej drodze do niepodległości.

Zamach w Sarajewie. Ilustracja z włoskiej gazety Copertina della Domenica del Corriere
Zamach w Sarajewie. Ilustracja z włoskiej gazety Copertina della Domenica del Corriere. Domena publiczna

Po zamachu

W dniu zamachu w Sarajewie, w Bochni odbywał się II zjazd esperantystów polskich. Esperanto to międzynarodowy język pomocniczy, stworzony przez Ludwika Zamenhoffa, który zdobywał sobie coraz więcej zwolenników. Do Bochni zjechali miłośnicy tego języka z całej Galicji, a miasto przyjęło ich z dużą gościnnością. Domy, gmachy publiczne, kawiarnie i restauracje ozdobiono oznakami esperanckimi, a miejscowy fotograf Gargul wystawił zdjęcia z kongresu esperantystów w Krakowie w 1912 r. Śniadanie w cukierni Nowaka i msza święta w kościele św. Mikołaja poprzedziły obrady, które prowadzono w sali Rady powiatowej. Dobry humor i nadzieje uczestników zjazdu, że esperanto przyczyni się do zbliżenia i współpracy wielu narodów, zostały zakłócone informacją o zamachu w Sarajewie. Planowany wieczorny bankiet w sali Kasyna został odwołany, a obrady zjazdu skrócono.[2]

Dwa dni później, 30 czerwca 1914 r. zebrała się Rada Miejska Bochni, która potępiła zamach i wystosowała list z kondolencjami na ręce namiestnika Galicji.[3] Zaczynały się wakacje i nikt jeszcze nie przypuszczał, że wojna zbliża się do cesarsko-królewskiej monarchii i samej Galicji wielkimi krokami.

Reprezentacyjna linia A-B przy bocheńskim rynku. Pocztówka z 1913 r.
Reprezentacyjna linia A-B przy bocheńskim rynku. Pocztówka z 1913 r.

Tym bardziej, że Bochnia przeżywała od kilkunastu lat okres stopniowego rozwoju gospodarczego i znacznie szybszego - kulturalnego. Miasto liczące ponad 10 tysięcy mieszkańców, od 1908 r. posiadało nowoczesne wodociągi i kanalizację. Zmodernizowano kopalnię soli, która choć lata świetności dawno miała za sobą, to była nadal najważniejszym zakładem produkcyjnym w mieście. Rozbudowano koszary wojskowe, w których do wybuchu wojny stacjonował II Dywizjon 2 Pułku Ułanów. Świetnie rozwijało się Gimnazjum. Działały liczne stowarzyszenia jak np. „Sokół”, Związek Strzelecki, Towarzystwo Szkoły Ludowej czy Czytelnia Robotnicza. Od roku przy ulicy Sądeckiej działało pierwsze kino w Bochni „Wenus”.[4]  Spodziewano się więc, że następne lata będą pomyślne dla miasta i powiatu.

Mobilizacja

Jednak zaledwie miesiąc później, 30 lipca 1914 r., ogłoszona została mobilizacja powszechna wojsk austro-węgierskich. Wojna z Rosją stała się faktem. Rozpoczął się pobór do armii austriackiej. Lęk i niepewność jutra zapanowały również we wsiach powiatu bocheńskiego. Podawano z ust do ust przesadzone wieści o wojnie, która wszystkich ludzi zmiecie ze świata, tak, że jeden będzie szukał śladów drugiego, a gdy je znajdzie to je będzie całował z radości…We wsiach powiatu bocheńskiego mobilizacja stała się najważniejszym wydarzeniem od lat. W Królówce, miejscowy gospodarz Jan Tworzydło tak wspominał te chwile w swoim pamiętniku:

Nadchodzi posłaniec z gminy ob. Palej Walenty - mówi obligacja i aby każdy mężczyzna należący do wojska w przeciągu 24 godzin stawił się do swego pułku. Rozeszła się ta wieść po całej wiosce w jednej godzinie, wojna, wojna krzyczą wszyscy nieznana dotąd przez kilka pokoleń. Wszędzie szum, płacz, lament, ale na zawołanie Cesarza Franciszka Józefa trzeba się stawić i spełnić jego rozkaz.[5]

Setki zmobilizowanych przybywało na dworzec kolejowy w Bochni, gdzie pociągami jechali do miejscowości z przydzielonymi im jednostkami wojskowymi.  Wspomniany wyżej Tworzydło pisał:

Przyszliśmy na stację do Bochni, stoi tłum ludzi, płacz, zamieszanie, policja rozpędza ten tłum bo kobiety i dzieci nie chciały opuścić mężczyzn. Pociąg stoi, wsiadamy, napełnił się pociąg samymi mężczyznami, że maszyna nie mogła ruszyć z miejsca.[6]

Drużyna bocheńskiego Sokoła w 1914 r.
Drużyna bocheńskiego "Sokoła" w 1914 r.

Bocheńscy ochotnicy do Legionów

Ci, którzy chcieli uniknąć w przyszłości poboru do austriackiej armii mogli wybrać tworzone przy niej Legiony Polskie. Wiązano z nimi nadzieje na odbudowę wolnej Polski lub chociaż przekształcenie monarchii austro-węgierskiej w monarchię trialistyczną Austro-Węgier-Polski. W Bochni i okolicach chętnych do Legionów nie brakowało. Początkowo rekrutowali się oni z trzech działających na terenie miasta i powiatu organizacji paramilitarnych: Związku Strzeleckiego złożonego głównie z młodzieży gimnazjalnej, Towarzystwa Gimnastyczno-Strzeleckiego „Sokół” (rzemieślnicy i inteligencja) oraz Drużyn Bartoszowych działającej w środowisku wiejskim. Przeważnie byli to młodzi ludzie (17 – 21 lat), którzy zarówno w gimnazjum bocheńskim, jak i różnych organizacjach społecznych odebrali patriotyczne wychowanie i szli na front przekonani o obowiązku walki o wolną Polskę. Nawet interwencja i prośby ks. Nalepy nie mogły powstrzymać jego uciekających nocą z bursy gimnazjalnej podopiecznych. Rozumieli ich również rodzice, którzy z bólem serca i trwogą żegnali swoich synów. Z bocheńskich rodzin zaciągali się do Legionów bracia wychowani w romantycznych i patriotycznych tradycjach, jak np.: Feliks i Stefan Jędrychowscy, Stanisław i Zygmunt Muchowie, Stefan i Kazimierz Hojarscy, Józef i Franciszek Rutkowscy.[7] 

Zapewne byli i tacy, którzy po prostu traktowali wojnę jako młodzieńczą przygodę, znacznie ciekawszą niż wkuwanie greki czy łaciny w szkole. Szli na wojnę, wierząc, że jest to wspaniała okazja, by się sprawdzić i coś szczególnego przeżyć. Nie bez znaczenia były względy materialne, bo legioniści otrzymywali żołd, a ich rodziny pomoc dla wdów i sierot. Jeśli nawet niektórzy nie byli dojrzali ideowo, to wspólne okopowe życie, pogadanki patriotyczne i walka kształtowały u nich postawy ludzi wiedzących co chcą i o co walczą.[8]

W chwili wybuchu wojny Bochnia była w stanie dostarczyć kadr wojskowych do legionów w sile ponad 200 wyszkolonych ochotników (120 strzelców, 53 sokołów, 30 bartoszowców), a z czasem liczba ta jeszcze wzrosła.[9] Do końca sierpnia na krakowskie Oleandry wyruszyło z Bochni 350 żołnierzy, a w następnych miesiącach wciąż zgłaszali się kolejni ochotnicy.[10]

Olga Stawecka
Leopoldyna Stawecka. Fot. "Przewodnik Katolicki”, 1933 nr 6

Na Oleandry w Krakowie trafiła też - choć inną drogą – Leopoldyna (Olga) Stawecka z Bochni. Ta 17-letnia wtedy dziewczyna z Podedworza, przerwała naukę w seminarium nauczycielskim i nawiązała bliskie kontakty ze Związkiem Strzeleckim w Krakowie. Wykorzystując pośpiech mobilizacyjny, w męskim przebraniu, z krótko obciętymi włosami, wstąpiła do formowanego tam 1. pułku piechoty Legionów Polskich i pod męskim nazwiskiem wyruszyła na front. W jednej z potyczek została ranna. Wtedy właśnie, w czasie opatrywania, ujawniła swój kamuflaż. Leczenie, a później śmierć ojca wyłączyły ją z walk, ale po czterech latach walczyła już ponownie w obronie Lwowa, Wilna, w Bitwie Warszawskiej, w formacjach Ochotniczej Legii Kobiet.[11]

W połowie września do Bochni przybywali "strzelcy" i "sokoły" z różnych miast Zachodniej Galicji, którzy mieli uzupełnić 2 i 3 pułk piechoty legionów. Oprócz ochotników bocheńskich, najliczniejszy był oddział z Wadowic (ok. 500 osób). 19 września 1914 r. w Bochni, na dziedzińcu koszar wojskowych, miało miejsce zaprzysiężenie ok. 1300 legionistów. W uroczystości wziął udział dowódca 2 pułku płk. Zygmunt Zieliński, rada miejska z burmistrzem Maissem, komisarz wojskowy okręgu bocheńskiego dr Władysław Kiernik, proboszcz bocheński Wilczkiewicz i inni. Miało wtedy dojść do niespodziewanego incydentu - część żołnierzy nie chciała złożyć przysięgi na wierność Austrii. Kryzys zażegnał Zieliński apelem, a jednocześnie groźbą wobec niezdecydowanych, że zostaną wcieleni do regularnej armii austro-węgierskiej. III batalion pod dowództwem Kazimierza Fabrycego, złożony z bochniaków, tymczasowo ulokowano na kwaterach w opróżnionym więzieniu w Wiśniczu. Po 4 dniach wyjechał do Krakowa, a stamtąd na Węgry, gdzie w ramach II Brygady miał walczyć w Karpatach i na Bukowinie.[12]

Odjazd legionistów z Krakowa na front
Odjazd z Krakowa 2 i 3 pułku II Brygady Legionów Polskich na front. Zbiory NAC, sygn. 1-H-174-1

Zasługi Powiatowego Komitetu Narodowego

Kończąc na razie wątek legionowy, musimy jeszcze powiedzieć o organizacji, która zadbała o rekrutację legionistów bocheńskich, ich wyżywienie, wyposażenie w mundury i broń. Mowa o Komitecie Narodowym Ziemi Bocheńskiej, który zawiązał się w Bochni, bardzo wcześnie bo 7 sierpnia. Już wtedy, w jego skład weszła szeroka grupa obywateli Bochni i powiatu bocheńskiego, którzy pomimo podziałów politycznych i społecznych, uznali, że należy podjąć działania w „akcyi w sprawie polskiej”. 18 sierpnia Komitet bocheński podporządkował się Naczelnemu Komitetowi Narodowemu w Krakowie, a 27 sierpnia po zebraniu, w którym uczestniczyło ok. 300 osób, przekształcił się w Powiatowy Komitet Narodowy i pod taką nazwą będzie działać w następnych latach wojny.[13]

Komisarz wojskowy PKN w Bochni, dr Władysław Kiernik
Komisarz wojskowy PKN w Bochni, dr Władysław Kiernik

Warto w tym miejscu wymienić nazwiska ludzi, którzy choć nie walczyli na froncie, to swoją działalnością w komitecie dali piękny przykład zaangażowania i postaw patriotycznych. Przewodniczącym Komitetu został Antoni Hanusz, prezes rady powiatowej i powszechnie szanowany weteran powstania styczniowego. Jego zastępcą był burmistrz Ferdynand Maiss, o którym wiele dobrego powiemy przy okazji opisu miasta w następnych latach wojny. Sekretarzem, a jednocześnie komisarzem wojskowym został dr Władysław Kiernik, związany z ruchem ludowym prawnik, który bardzo mocno angażował się w działalność Towarzystwa Szkoły Ludowej. Jego zastępcą był Józef Kurowski, dyrektor bocheńskiego Gimnazjum, a skarbnikiem Władysław Siemieński. W składzie bocheńskiego PKN-u znaleźni się m.in.: Adam Ruebenbauer poseł do austriackiej Rady Państwa, ksiądz Andrzej Biliński katecheta Szkoły Żeńskiej Wydziałowej im. bł. Kingi i Prywatnego Seminarium Nauczycielskiego im. Klementyny z Tańskich Hoffmanowej w Bochni, będący także prezesem Stowarzyszenia Robotników Chrześcijańskich “Praca” w Bochni, właściciele ziemscy: Stanisław Macudziński z Kopalin, Mieczysław Ruebenbauer z Proszówek, Józef Ożegalski z Kamionnej oraz emerytowany pułkownik Jan Byrnas z Wiśnicza.  W skład komitetu weszli również burmistrzowie sąsiednich miast: Wiśnicza – Eugeniusz Warmski i Niepołomic – Władysław Wimmer. Co ciekawe, wśród członków Komitetu nie zabrakło chłopów z pod bocheńskich wsi – Wincentego Pilcha z Dołuszyc (byłego posła do Sejmu Krajowego) oraz Jana Dygi z Chodenic, a nawet przedstawicieli bocheńskich Żydów.[14]

Aby móc wykonywać swoje zadania, Komitet potrzebował pieniędzy. Na jego apele Rada Miejska, przeznaczyła na Polski Skarb Wojskowy 20000 koron, a Rada Powiatu – 25000. Komitet ogłosił składanie darów i subwencji na cele militarne. Opodatkowano również obywateli miasta i działające w nim stronnictwa i organizacje społeczne. Hojność bochnian była naprawdę duża – komitet do listopada 1914 r. zebrał łącznie ponad 62000 koron, z czego 32000 odprowadził do kasy głównej Naczelnego Komitetu Narodowego w Krakowie.[15]

Nadciąga burza

Zadowolenie i entuzjazm społeczeństwa w pierwszych tygodniach wojny, zostały szybko zakłócone doniesieniami z frontu, gdzie słabe wojska Austro-Węgier, dowodzone przez marnych dowódców, ponosiły klęski. Już we wrześniu przez Bochnię przewalały się oddziały żołnierzy z armii Dankla, wycofującej się ze wschodniej Galicji.[16] W pierwszych miesiącach wojny dowództwo rosyjskie zamierzało poprzez tereny południowej Małopolski rozwinąć zasadniczą ofensywę w kierunku Śląska, Moraw, a dalej w stronę serca monarchii austriackiej - Wiednia. Rosyjski "walec parowy" - jak propaganda nazwała ofensywę rosyjską - zdobył w połowie września Lwów, obległ potężną twierdzę przemyską i przekroczywszy Dunajec zmierzał w kierunku Krakowa. Bochnia więc, stała się miastem przyfrontowym, w którym organizowano szpitale wojskowe. Pierwszy taki szpital urządzono w gmachu Gimnazjum około 20 września przerywając tym samym, dopiero co rozpoczętą naukę. Następne szpitale wojskowe urządzono na początku listopada w innych budynkach publicznych.[17] Cały czas przez Bochnię ciągnęły na zachód wojska austriackie, a z nimi podwody i artyleria. 9 listopada miasto opuścił ostatni szpital wojskowy, co stało się wyraźnym znakiem, że burza wojenna zbliża się nieuchronnie.

Ewakuacja ludności w 1914 r.
Ewakuacja ludności w 1914 r., H. Łukasik, Twierdza Kraków Cz. IV, Kraków 2009, s. 340

W mieście i okolicy rozpoczęła się ewakuacja.[18] Wyjeżdżali urzędnicy, sędziowie, kupcy, inteligencja, ziemianie, a przede wszystkim Żydzi. Dyrektor Gimnazjum Józef Kurowski, zabrawszy ze sobą kasę gimnazjalną i ważniejsze dokumenty wyjechał do Wiednia. Miasto opuścił lekarz miejski dr Nodzyński oraz część członków rady miejskiej. Ewakuowali się również: komisarz wojskowy Powiatowego Komitetu Narodowego dr Władysław Kiernik i Ignacy Bobek - komendant Drużyny Bartoszowej, który spalił legionową dokumentację mobilizacyjną pozostałą w Bochni, dokumenty i pieczęcie PKN.[19] Ogólnej panice nie uległ burmistrz Ferdynand Maiss, który nie tylko, że pozostał w mieście, ale i wspierał mieszkańców w czasie okupacji rosyjskiej.[20] Na Morawach, w okolicach Ołomuńca, schroniła się ziemiańska rodzina Rydlów z Dołuszyc, wcześniej zakopując w otoczeniu dworu cenne rzeczy.[21] Uciekano przed Moskalami, obawiając się z ich strony pijaństwa, grabieży i gwałtów. Jak się później okazało, nie były to obawy całkiem bezpodstawne…

Przypisy:

[1] J. Hašek, Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej, Warszawa 2017, s. 3

[2] Kuryer Lwowski, 30 czerwca 1914 r., nr 272, s. 3

[3] Archiwum Narodowe w Krakowie Oddział w Bochni, Księga obrad Rady Miejskiej w Bochni 1906 – 1928, sygn. 30/I/92 s. 502

[4] J. Flasza, Bochnia. Przewodnik po mieście, Bochnia 2005, s. 18; Bochnia naszych dziadków i pradziadków w latach 1900-1945, red. Z. Czekalska-Sitko, A. Gicala, K. Pacuła, J. Potasz, A. Staniszewska, Bochnia 2008, s. 2, 11

[5] Fragment pamiętnika Jana Tworzydło z Królówki, http://www.zegocina.pl/historia/i_wojna/pamiec/tworzydl.htm (dostęp 26.08.2018)

[6] Tamże

[7] S. Kobiela, Bochniacy w Legionach [w:] Na legionowym szlaku, pod red. S. Skoczka, Bochnia-Warszawa 2015, s. 9-13

[8] A. Chwalba, Legiony Polskie 1914-1918, Warszawa 2018, s. 227, 229

[9] S. Kobiela, op. cit., s.15

[10] Archiwum Narodowe w Krakowie, Naczelny Komitet Narodowy, Korespondencja z Powiatowymi Komitetami Narodowymi w Białej, Bieczu, Bóbrce, Bochni, Bolechowie, Borysławiu, Brzesku, Brzeżanach, Brzozowie, Chodorowie, Chrzanowie, Chyrowie, Czerniowcach, sygn. 29/530/0/3.1/509, s. 166 Wersjo on-line: https://szukajwarchiwach.pl/29/530/0/3.1/509/str/1/11/15/NhcjLTHVzRGdaXtwadvcWQ/#tabSkany

[11] S. Kobiela, op. cit. s.46; Internetowy Polski Słownik Biograficzny http://ipsb.nina.gov.pl/a/biografia/leopoldyna-julia-stawecka

[12] Przysięga legionistów w Bochni 1914 r., „Panteon Polski” 1928, nr 46-47 s.9-11; Ilustrowany Kuryer Codzienny, nr 225 z dnia 22.09.1914;

[13] AN w Krakowie, sygn.. 29/530/0/3.1/509, s. 140, 154-155

[14] Tamże; S. Kobiela, Bochniacy w Legionach (cz. 1), Wiadomości Bocheńskie, R. XXV, nr 2, lato 2014, s. 14-15

[15] AN w Krakowie, sygn.. 29/530/0/3.1/509, s. 168

[16] Przysięga legionistów w Bochni 1914 r., op. cit., s.100

[17] Sprawozdanie Dyrekcyi c.k. gimnazyum w Bochni za rok 1914/1915, Kraków 1915, s. 10 Dostęp on-line: http://www.pbc.rzeszow.pl/dlibra/publication?id=386

[18] Tamże, s.

[19] S. Kobiela, Bochniacy w Legionach, op. cit. s. 23

[20] Archiwum Narodowe w Krakowie Oddział w Bochni, Księga obrad Rady Miejskiej w Bochni 1906 – 1928, sygn. 30/I/92, s. 529

[21] J. Rydel, Wspomnienia, Kraków 1991, s. 9

 Czytaj cz. 2 - Bochnia na drodze do niepodległości. Okupacja rosyjska w 1914 r.